Moi rodzice powiedzieli babci w szpitalu, że nie chcę jej widzieć – Pielęgniarka pokazała mi…
## Rozdział 1. Sala 304
— Nie wejdziesz tam, Kalina.
Mama stanęła przede mną tak, że zasłoniła całe drzwi do sali 304. Miała na sobie ciemny wełniany płaszcz, włosy starannie upięte i tę samą minę, którą pamiętałam z dzieciństwa — spokojną, ale niepozostawiającą miejsca na sprzeciw. Obok niej stał tata. Andrzej patrzył w podłogę, jakby wzór na szpitalnym linoleum był nagle najważniejszą rzeczą na świecie. Za drzwiami leżała moja babcia Lucyna, a ja od dwóch tygodni próbowałam ją zobaczyć.
— Chcę tylko wejść na chwilę.
Mama pokręciła głową.
— Babcia nie chce cię widzieć.
Poczułam, jak ściska mi się gardło.
— Sama ci to powiedziała?
— Tak. Powiedziała, że ostatnia rozmowa z tobą bardzo ją zdenerwowała. Jest ciężko chora, Kalina. Uszanuj to chociaż raz.
## Rozdział 2. „Nie rób scen”
Nie wierzyłam jej.

A jednocześnie bałam się, że może mówić prawdę. Człowiek w takich chwilach potrafi uwierzyć nawet w coś całkowicie sprzecznego z całym swoim życiem. Może babcia naprawdę była na mnie zła? Może powiedziałam coś podczas ostatniej wizyty? Może jej stan się pogorszył i widziała wszystko inaczej?
— Pozwól mi tylko zapytać ją osobiście.
Mama zacisnęła usta.
— Nie rób scen w szpitalu.
— To nie jest scena.
— Kalina, proszę.
Tata wreszcie podniósł wzrok.
— Posłuchaj mamy. Tak będzie spokojniej.
To właśnie te słowa zapamiętałam.
**Spokojniej.**
Nie dla babci.
Nie dla mnie.
Po prostu „spokojniej”.
## Rozdział 3. Schody
Odeszłam od sali, zanim zaczęłam płakać.
Usiadłam na schodach między drugim a trzecim piętrem. Przez małe okno było widać listopadowy Kraków, mokry, szary i zamglony. Tramwaje przesuwały się w dole, ludzie szli z parasolami, a ja siedziałam w szpitalu i próbowałam zrozumieć, jak w ciągu dwóch tygodni mogłam przestać być ukochaną wnuczką własnej babci.
Lucyna była osobą, przy której nigdy nie musiałam niczego udawać.
To ona uczyła mnie lepić pierogi z jagodami. To u niej na Brackiej spędzałam wakacje, kiedy rodzice byli zajęci pracą. Gdy miałam siedemnaście lat i powiedziałam, że zamiast prawa chcę studiować grafikę, mama przez trzy dni prawie się do mnie nie odzywała.

Babcia powiedziała wtedy tylko:
— Człowiek musi przeżyć swoje życie, nie cudze.
Nie mogłam pogodzić tego wspomnienia z kobietą, która rzekomo nie chciała mnie teraz widzieć.
## Rozdział 4. Danuta
— Pani Kalina?
Podniosłam głowę.
Przede mną stała pielęgniarka w granatowym fartuchu. Miała może pięćdziesiąt kilka lat, krótkie jasne włosy i zmęczoną twarz człowieka po wielu godzinach dyżuru. Na identyfikatorze przeczytałam: **Danuta Wójcik**.
— Tak.
Usiadła obok mnie.
Przez chwilę nic nie mówiła.
Potem rozejrzała się po korytarzu i powiedziała bardzo cicho:
— To, co powiedziała pani matka, nie jest prawdą.
Nie zrozumiałam.
— Co?
Danuta spojrzała mi prosto w oczy.
— Pani babcia od trzech dni pyta tylko: „Gdzie jest moja Kalinka? Dlaczego nie przychodzi?”
Poczułam, jak wszystko we mnie zamiera.
## Rozdział 5. „Myślałam, że o mnie zapomniała”
— Jest pani pewna?
— Pani Kalino, opiekuję się nią od tygodnia. Jest słaba, czasem senna po lekach, ale doskonale wie, kim pani jest.
Danuta ściszyła głos jeszcze bardziej.
— Wczoraj powiedziała mi: „Może Kalinka o mnie zapomniała”.
Łzy napłynęły mi do oczu.
— Przychodziłam. Mama mnie nie wpuszczała.
— Wiem.
— Dlaczego nikt nic nie zrobił?
Danuta westchnęła.

Moja matka przekazała personelowi, że rodzina ustaliła ograniczenie odwiedzin, bo babcia źle znosi emocje. Twierdziła również, że między nami jest konflikt i że Lucyna sama nie chce mnie oglądać.
— Na początku nie miałam powodu tego kwestionować — powiedziała Danuta. — Ale później zaczęłam z pani babcią rozmawiać.
Spojrzała na drzwi prowadzące na oddział.
— Jeśli pani chce, sprawdzę, czy lekarz dyżurny zgodzi się na krótką wizytę. Tym razem zapytamy przede wszystkim pacjentkę.
## Rozdział 6. Piętnaście minut
Nie trzeba było żadnego tajnego przejścia.
Nie chowałam się przed ochroną ani nie przebierałam za personel. Danuta porozmawiała z lekarzem, lekarz z babcią, a babcia jasno powiedziała, że chce mnie zobaczyć. Rodzice zeszli akurat do bufetu. Miałam kilkanaście minut.
Kiedy weszłam do sali, pierwsze co zobaczyłam, to jej dłonie.
Były bardzo chude.
Pamiętałam je silne i zawsze zajęte — mieszały ciasto, przesadzały kwiaty, wiązały mi szalik, kiedy byłam dzieckiem. Teraz leżały nieruchomo na białej kołdrze.
Podeszłam bliżej.
— Babciu?
Jej powieki drgnęły.
Otworzyła oczy.
— Kalinka?
W jednym słowie było wszystko.
## Rozdział 7. Ostatnie kłamstwo
Usiadłam przy łóżku i chwyciłam ją za rękę.

— Jestem.
Lucyna patrzyła na mnie długo, jakby chciała się upewnić, że naprawdę mnie widzi.
— Powiedzieli… że pojechałaś.
— Gdzie?
— Do Berlina. Że dostałaś pracę i nie masz czasu przyjechać.
Poczułam zimno.
— Babciu, nigdy nie wyjechałam do Berlina.
Zmarszczyła brwi.
— Beata powiedziała też, że pokłóciłyśmy się o mieszkanie.
— Nie.
— I że zabrałaś moje kolczyki.
Zacisnęłam dłoń na jej palcach.
— Nigdy niczego ci nie zabrałam.
Lucyna zamknęła oczy.
Po policzku spłynęła jej łza.
— Wiedziałam.
## Rozdział 8. „Serce wiedziało”
— Co wiedziałaś?
Uśmiechnęła się ledwo zauważalnie.
— Że coś się nie zgadza.
Zabrakło jej oddechu, więc poczekałam.
— Serce wiedziało, że nie zostawiłabyś mnie tak.
Nie wytrzymałam.
Pochyliłam się i przytuliłam ją bardzo ostrożnie.
— Przepraszam.
— Za co?
— Że nie przyszłam wcześniej.
— Przecież przyszłaś.
To było takie proste.
A ja przez dwa tygodnie zastanawiałam się, czy babcia mnie odrzuciła.
Tymczasem ona przez dwa tygodnie zastanawiała się, czy to ja odrzuciłam ją.
Dwie osoby siedziały kilkanaście kilometrów od siebie, obie cierpiąc przez tę samą historię wymyśloną przez kogoś trzeciego.
## Rozdział 9. Bracka
Po chwili babcia zapytała:
— Wiesz, dlaczego mama cię nie wpuszcza?
Pokręciłam głową.
— Domyślam się, że o coś jest zła.
Lucyna westchnęła.
— Nie chodzi tylko o złość.
Mieszkanie przy Brackiej należało do niej od ponad czterdziestu lat. Nie było wielkim pałacem, jak później próbowali opowiadać rodzice. Sto kilka metrów w starej kamienicy w centrum Krakowa, wysoki sufit, skrzypiący parkiet i okna, których zimą nigdy nie dało się dobrze uszczelnić.
Ale jego wartość przez lata bardzo wzrosła.
Mama od dawna uważała, że babcia powinna je sprzedać.
— Po co ci takie mieszkanie w tym wieku? — powtarzała.
Babcia zawsze odpowiadała:
— Po to samo, po co tobie twój dom. Bo jest mój.
## Rozdział 10. Testament
— Sporządziłam testament — powiedziała Lucyna.
Nie chciałam o tym rozmawiać.
— Babciu, nie teraz.
— Właśnie teraz.
Spojrzała na mnie stanowczo. W tej jednej chwili zobaczyłam tę samą kobietę, która kiedyś potrafiła uciszyć przy stole całą rodzinę jednym spojrzeniem.
— Byłam u notariusza pół roku temu.
Mieszkanie miało przypaść mnie. Część oszczędności mama miała otrzymać bezpośrednio, a pozostałe środki zostały podzielone między mnie i niewielką fundację, którą babcia od lat wspierała.
— Beata się dowiedziała — wyszeptała.
— Skąd?
— Nie wiem.
Potem zaczęły się rozmowy o zmianie testamentu.
Mama mówiła, że to „niesprawiedliwe wobec córki”.
Babcia nie zmieniła decyzji.
## Rozdział 11. Niebieska teczka
— W sekretarzyku na Brackiej jest niebieska teczka — powiedziała.
— Co w niej jest?
— Kopia testamentu. Kilka wyciągów. Moje notatki.
Dowiedziała się wcześniej, że z jednego z jej kont zniknęło kilka większych kwot. Mama miała pełnomocnictwo do opłacania części rachunków i robienia zakupów, ale Lucyna zaczęła podejrzewać, że korzysta z niego szerzej, niż się umawiały.
— Nie wiem, co dokładnie zrobiła — powiedziała babcia. — Dlatego nikogo nie oskarżaj, dopóki tego nie sprawdzisz.
To zdanie było bardzo w jej stylu.
Nawet leżąc w szpitalu nie chciała urządzać rodzinnego sądu bez dowodów.
— Jest też list dla ciebie.
— O czym?
— O nas.
Pogładziła moją dłoń.
— Żebyś kiedyś pamiętała właściwą wersję historii.
## Rozdział 12. Beata wraca
Na korytarzu usłyszałam głos mamy.
Zbliżała się do sali.
Danuta weszła i spokojnie powiedziała:
— Pani Kalino, chyba najlepiej już zakończyć wizytę. Pacjentka potrzebuje odpoczynku.
Nie uciekałam.
Nie chciałam, żeby babcia po raz kolejny patrzyła na rodzinę kłócącą się przy jej łóżku.
Pochyliłam się.
— Kocham cię.
— Ja ciebie też, Kalinko.
— Przyjdę jutro.
Lucyna uśmiechnęła się.
— Przyjdź.
Były to ostatnie słowa, jakie usłyszałam od niej przytomnej.
Kiedy wyszłam, mama stała kilka metrów dalej.
Zobaczyła mnie.
Jej twarz zmieniła się natychmiast.
## Rozdział 13. „Kto cię wpuścił?”
— Co ty tutaj robisz?
— Byłam u babci.
— Kto cię wpuścił?
To pytanie powiedziało mi więcej niż wszystkie wcześniejsze wyjaśnienia.
Nie zapytała, jak mama się czuje.
Nie zapytała, o czym rozmawiałyśmy.
Chciała wiedzieć tylko, kto pozwolił mi wejść.
— Babcia chciała mnie zobaczyć.
— Jest na silnych lekach.
— Wiedziała dokładnie, kim jestem.
Tata stał za nią.
Spojrzałam na niego.
— Wiedziałeś, że mama mówi babci, że wyjechałam do Berlina?
Andrzej zbladł.
— Kalina…
— Tato. Wiedziałeś?
Po chwili powiedział:
— Twoja mama mówiła, że tak będzie spokojniej.
Znowu to słowo.
## Rozdział 14. Dla kogo spokojniej?
— Dla kogo?
Ojciec nie odpowiedział.
Mama natomiast natychmiast odzyskała głos.
— Nie będę się z tobą tłumaczyć na korytarzu. Babcia jest chora, miesza fakty i nie pamięta połowy rzeczy.
— Pamiętała, że na mnie czekała.
— Jutro może nie pamiętać.
— A testament pamięta?
Mama zamarła.
Tylko na sekundę.
Ale wystarczyło.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Dobrze.
Nie powiedziałam więcej.
Pierwszy raz w życiu zobaczyłam na twarzy matki nie irytację ani pogardę.
Strach.
## Rozdział 15. Następny ranek
Babcia zmarła nad ranem.
Danuta zadzwoniła do mnie chwilę po szóstej.
Przez telefon usłyszałam tylko:
— Pani Kalino, bardzo mi przykro.
Usiadłam na podłodze w przedpokoju.
Nie byłam przy niej w ostatniej sekundzie.
Rodzice również nie.
Lucyna zasnęła wieczorem i już się nie obudziła.
Płakałam długo.
Ale pod żalem było jeszcze inne uczucie.
Wdzięczność.
Zdążyłam.
Nie naprawiłam całej historii.
Nie odzyskałam dwóch straconych tygodni.
Ale babcia nie umarła wierząc, że ją porzuciłam.
Wiedziała.
I ja wiedziałam.
## Rozdział 16. Pogrzeb
Na Cmentarzu Rakowickim padał drobny deszcz.
Mama trzymała ojca pod rękę. Wyglądała na naprawdę zmęczoną i naprawdę smutną. To było dla mnie trudne, bo łatwiej byłoby ją nienawidzić, gdyby w ogóle nie cierpiała.
Ale cierpiała.
Lucyna była jej matką.
To, że zachowała się wobec niej okrutnie, nie oznaczało, że jej nie kochała.
Ludzie bywają bardziej skomplikowani.
Po pogrzebie mama podeszła do mnie.
— Możemy jeszcze to wszystko naprawić.
— Co?
— Naszą rodzinę.
Spojrzałam na nią.
— Mamo, pogrzebałyśmy dziś babcię. Nie rozmawiajmy teraz o mieszkaniu.
Zacisnęła usta.
Nie powiedziałam przypadkiem „mieszkaniu”.
Wiedziałam, że właśnie o nim chciała mówić.
## Rozdział 17. Mecenas Zawadzki
Tydzień później skontaktował się ze mną mecenas Zawadzki.
Nie odbyło się żadne teatralne „odczytanie testamentu” z całą rodziną siedzącą przy kominku. Wyjaśnił po prostu, że Lucyna sporządziła kilka miesięcy wcześniej testament notarialny.
Dokument istniał w kancelarii.
Nie trzeba było znajdować go w sekretnej szufladzie, żeby był ważny.
Babcia rzeczywiście zapisała mi mieszkanie przy Brackiej i większą część swojego udziału w majątku.
Mama nie została całkowicie pominięta.
— Ale spodziewam się sporu — powiedział mecenas.
— O testament?
— Być może również o zachowek. To trzeba będzie spokojnie przeprowadzić.
Podałam mu niebieską teczkę znalezioną w mieszkaniu.
W środku były wyciągi bankowe.
Kilka rzeczy wymagało wyjaśnienia.
## Rozdział 18. Pieniądze
Nie okazało się, że rodzice ukradli miliony.
Rzeczywistość była bardziej zwyczajna.
I chyba przez to smutniejsza.
Mama przez kilkanaście miesięcy wypłacała z konta babci większe kwoty, niż wynikało z bieżących wydatków. Część pieniędzy trafiła na remont domu rodziców. Jedna większa suma została przelana na spłatę rat kredytu ojca.
Mama twierdziła później, że babcia się na wszystko zgodziła.
Babcia w swoich notatkach napisała coś innego.
Sprawą zajęli się prawnicy.
Nie chciałam wydawać wyroków sama.
Najbardziej jednak nie interesowały mnie pieniądze.
Za każdym razem wracałam do jednego zdania:
**„Powiedzieli, że pojechałaś do Berlina.”**
## Rozdział 19. Rozmowa z ojcem
Ojciec zadzwonił pierwszy.
Spotkaliśmy się w kawiarni przy Plantach.
Wyglądał źle.
— Nie wiedziałem o tych przelewach — powiedział.
— Ale wiedziałeś, że mama mnie nie wpuszcza.
Skinął głową.
— Wiedziałem.
— Wiedziałeś, że okłamuje babcię?
Długo mieszał kawę.
— Wiedziałem, że powiedziała jej o Berlinie.
— I nic nie zrobiłeś?
— Twoja mama była przekonana, że wszystko się komplikuje przez ciebie.
— Przez testament?
— Tak.
Spojrzał na mnie.
— Bałem się jej sprzeciwić.
To nie było usprawiedliwienie.
Ale po raz pierwszy było prawdą.
## Rozdział 20. Najgorsze pytanie
— Tato, babcia mogła umrzeć, myśląc, że ją zostawiłam.
Spuścił głowę.
— Wiem.
— Naprawdę wiesz?
Nie odpowiedział.
— Mogłabym oddać wam połowę mieszkania. Mogłabym zrezygnować z pieniędzy. To są rzeczy.
Głos zaczął mi drżeć.
— Ale ostatnie dwa tygodnie jej życia nie wrócą. Pozwoliliście jej leżeć w szpitalu i myśleć, że wnuczka, którą kochała, nawet nie chce przyjechać.
Ojciec zakrył twarz dłonią.
Nie pocieszyłam go.
Nie dlatego, że chciałam się zemścić.
Po prostu pierwszy raz uznałam, że nie muszę ratować każdego przed skutkami jego własnych decyzji.
## Rozdział 21. Matka
Mama nie chciała spotkać się sama.
Rozmawiałyśmy ostatecznie w obecności prawników.
Kiedy temat zszedł na wizyty w szpitalu, powiedziała:
— Robiłam to dla mamy.
— Jak?
— Była słaba. Każda emocja ją męczyła.
— Dlatego powiedziałaś jej, że uciekłam do Berlina?
Beata zacisnęła szczękę.
— Nie wiedziałam już, co robić. Mama była tobą całkowicie zauroczona. Chciała ci oddać mieszkanie, w którym ja sama się wychowałam.
Wreszcie.
Nie troska.
Nie leki.
Nie stres.
Mieszkanie.
— Czyli bałaś się, że wybiera mnie zamiast ciebie?
Mama odwróciła wzrok.
— Byłam jej córką.
— Byłaś.
— To powinno coś znaczyć.
— Znaczyło.
Przerwałam.
— Ale nie dawało ci prawa mówić jej, kogo może kochać.
## Rozdział 22. Nie chodziło o zwycięstwo
Sprawy majątkowe trwały miesiącami.
Nie wygrałam wszystkiego w jeden dzień.
Mama skorzystała z przysługujących jej praw i przez jakiś czas kwestionowała część rozliczeń. Prawnicy analizowali przelewy. Ostatecznie część pieniędzy zwrócono do masy spadkowej, a pozostałe kwestie zakończyły się ugodą.
Mieszkanie na Brackiej zostało moje zgodnie z testamentem.
Nie czułam triumfu.
Kiedy dostałam komplet kluczy, stałam przed drzwiami prawie pięć minut, zanim weszłam.
W środku pachniało tak samo jak zawsze.
Lawenda.
Stare książki.
Drewno.
I trochę kurzem.
Po raz pierwszy nie było babci.
## Rozdział 23. List
W sekretarzyku znalazłam kopertę.
Na niej jedno zdanie:
**„Dla Kalinki, kiedy mnie już nie będzie.”**
Bałam się ją otworzyć.
Zrobiłam herbatę w babcinym kubku i dopiero potem usiadłam przy oknie.
List nie zawierał żadnej wielkiej rodzinnej tajemnicy.
Babcia pisała o mnie.
O sobie.
O mamie.
Napisała, że żałuje, iż przez lata próbowała łagodzić każdą kłótnię między nami, bo czasem spokój za wszelką cenę tylko odkłada prawdę.
Jedno zdanie podkreśliłam później ołówkiem:
**„Nie dziedziczysz po mnie mieszkania dlatego, że kocham cię bardziej niż twoją matkę. Dziedziczysz je dlatego, że wiem, iż dla ciebie ten dom jest miejscem, a nie kwotą.”**
Płakałam.
Ale spokojnie.
## Rozdział 24. Pierogi
Kilka miesięcy później remontowałam kuchnię.
Stolarz chciał wyrzucić starą szafkę.
— Jest krzywa, nie ma sensu jej ratować.
— Zostaje.
Patrzył na mnie, jakbym zwariowała.
W dolnej szufladzie znalazłam metalową miskę.
Od razu ją rozpoznałam.
To w niej babcia mieszała jagody z cukrem, kiedy robiłyśmy pierogi.
Pod miską leżała mała kartka.
Jej charakter pisma.
**„Kalinka — jagody najpierw oprószyć mąką, wtedy nie puszczają tyle soku.”**
Usiadłam na podłodze i zaczęłam się śmiać przez łzy.
Po tylu miesiącach testamentów, prawników, rachunków i pretensji właśnie ta głupia kartka okazała się najważniejszą rzeczą, jaką po niej znalazłam.
## Rozdział 25. Mama przychodzi
Nie rozmawiałam z mamą prawie rok.
Pewnego popołudnia zadzwonił domofon.
Beata.
Była sama.
Wpuściłam ją.
Rozejrzała się po mieszkaniu.
— Zmieniłaś kuchnię.
— Trochę.
— Mama nie lubiła jasnych frontów.
— Wiem.
Na stole stała metalowa miska.
Mama ją zauważyła.
Dotknęła brzegu.
— Robiła w niej pierogi.
— Tak.
Przez chwilę byłyśmy nie matką i córką po rodzinnej wojnie, tylko dwiema osobami wspominającymi tę samą kobietę.
Potem Beata powiedziała:
— Nie wiem, czy kiedykolwiek mi wybaczysz.
## Rozdział 26. Wybaczenie
Nie odpowiedziałam szybko.
— Nie wiem.
Skinęła głową.
— Rozumiem.
— Ale chcę, żebyś wiedziała jedno.
Spojrzała na mnie.
— Najgorsze nie były pieniądze.
Beata spuściła wzrok.
— Wiem.
— Nie. Chcę, żebyś naprawdę usłyszała. Mogłaś walczyć o mieszkanie. Mogłaś iść do prawnika. Mogłaś powiedzieć babci, że jesteś zła albo że czujesz się pokrzywdzona.
Głos zaczął mi drżeć.
— Ale powiedziałaś umierającej kobiecie, że osoba, na którą czekała, ją porzuciła.
Mama zaczęła płakać.
Pierwszy raz nie odwróciłam wzroku.
Nie pocieszyłam jej.
Ale też jej nie wyrzuciłam.
## Rozdział 27. „Gdzie jest moja Kalinka?”
Dzisiaj minęły trzy lata od śmierci babci.
Mieszkanie przy Brackiej nadal jest moje.
Nie zrobiłam z niego fundacji ani muzeum Lucyny. Wynajmuję jeden pokój studentce, a sama pracuję w drugim jako ilustratorka. Salon zostawiłam prawie taki, jak był.
Mama i ja rozmawiamy.
Rzadko.
Ostrożnie.
Nigdy nie wróciłyśmy do dawnej relacji, bo prawdę mówiąc, nie jestem pewna, czy dawna relacja była aż tak dobra, jak kiedyś sobie wmawiałam.
Z ojcem widuję się częściej.
On nadal bardzo źle znosi tamten okres.
Nie wykorzystuję tego przeciwko niemu.
Ale też nie mówię, że nic się nie stało.
## Rozdział 28. Ostatnie słowo
Najczęściej myślę o babci jesienią.
Kiedy Kraków robi się mokry i szary, a tramwaje wieczorem odbijają światło w ulicach, przypomina mi się szpital.
Schody.
Danuta.
Drzwi sali 304.
I ten moment, kiedy babcia otworzyła oczy.
**„Kalinka?”**
Rodzice prawie zabrali mi mieszkanie.
To mogłabym przeboleć.
Pieniądze również.
Człowiek traci w życiu różne rzeczy i uczy się zaczynać od nowa.
Ale omal nie zabrali nam czegoś, czego nie dałoby się odzyskać za żadne pieniądze — pewności, że do końca wiedziałyśmy, iż żadna z nas nie porzuciła drugiej.
Czasem wyobrażam sobie, co by było, gdyby Danuta nie znalazła mnie wtedy na schodach.
Wolę o tym długo nie myśleć.
Zamiast tego otwieram starą szufladę.
Wyjmuję metalową miskę.
Wsypuję jagody.
I zawsze, zanim dodam cukier, oprószam je odrobiną mąki.
Dokładnie tak, jak uczyła mnie babcia.
Bo ostatecznie to nie testament okazał się jej najważniejszą ostatnią wolą.
Najważniejsze było jedno słowo, które zdążyłam jeszcze raz usłyszeć.
**„Kalinka.”**



