Eleonora podgrzewała mleko dla Matteo, gdy drzwi wejściowe otworzyły się z impetem. Zanim usłyszała płacz, dotarł do niej zdyszany oddech, przerywany szlochem. Odwróciła się właśnie w chwili, gdy jej pięcioletni syn wpadł do salonu, zataczając się. Plecak wisiał mu krzywo, kołnierzyk mundurka był w nieładzie.

Chłopiec przyciskał dłoń do twarzy, a spomiędzy palców sączyła się czerwień. Eleonora podeszła szybko i przykucnęła przed nim. Chciała odsunąć jego rączkę, ale Matteo opierał się, szlochając tak mocno, że całe jego ciało drżało. Gdy w końcu uległ i opuścił dłoń, na jego lewym policzku odznaczało się pięć wyraźnych, czerwonych śladów palców.
Who is a person who has the right to be angry? — Kto cię uderzył? — zapytała bardzo cicho. Matteo, łkając, wyznał, że po szkole chciał odwiedzić tatę w pracy.
Pojechał windą na trzydzieste drugie piętro, do biura ojca. Drzwi nie były zamknięte, więc wszedł. W środku zastał ojca obejmującego jakąś kobietę. Ta kobieta, zobaczywszy go, wpadła w furię.
Krzyczała, że jest niegrzeczny, że nie powinien tam wchodzić. I wtedy go uderzyła. Matteo zapłakał jeszcze głośniejszym płaczem. — Tata był tam i nic nie zrobił.
Powiedział, że nie powinienem tam wchodzić. Mamo, czy ja zrobiłem coś złego? Eleonorze pulsowało w skroniach. Wiedziała, kim jest Ginewra Rossi.
Od dawna podejrzewała romans męża, ale udawała, że nie widzi. Milczała dla dobra rodziny, dla interesów firmy, dla zdrowia matki Alessandro. Myślała, że jeśli da mu trochę swobody, on nie przekroczy pewnej granicy. A on pozwolił, by jego kochanka uderzyła ich dziecko.
— Nie zrobiłeś nic złego — powiedziała stanowczo, głaszcząc syna po głowie. — Szukanie taty nie jest złe. Nikt nie ma prawa cię uderzyć. Wzięła chłopca na kolana, przyłożyła mu zimny kompres do policzka.
W jej głowie narodził się już plan. Nie była to chwilowa złość, ale lodowata, przemyślana decyzja. Zrobiła zdjęcia rany na twarzy syna. Włączyła dyktafon i poprosiła Matteo, by spokojnie opowiedział całe zdarzenie jeszcze raz.
Potem, trzymając telefon w dłoni, wybrała numer męża. — Alessandro Moretti — zaczęła bez przywitania. — Twoja kobieta uderzyła mojego syna. Jak zamierzasz to rozwiązać?
Po drugiej stronie zapadła cisza, a potem usłyszała jego zniecierpliwione westchnienie. — Eleonora, uspokój się najpierw. Te słowa ją rozwścieczyły. Zamiast przeprosin, zamiast troski o dziecko, on kazał jej się uspokoić.
Powiedziała mu, że ma pięć minut, aby Ginewra Rossi przyjechała do ich domu i na kolanach przeprosiła Matteo, a następnie podpisała oświadczenie o przyznaniu się do pobicia małoletniego. Jeśli tego nie zrobi, on straci fotel prezesa. Alessandro zareagował pogardliwym śmiechem. Uważał, że to blef.
— Nie przesadzaj — rzucił. — To tylko dziecko. Może i przyda mu się lekcja. Te słowa były jak cios.
Połączenie się skończyło. Eleonora nie czekała na koniec wyznaczonych pięciu minut. Wiedziała, że Alessandro nie zamierza ustąpić. Zamiast tego zadzwoniła do przyjaciółki, Chiary Ferrari, i poprosiła o natychmiastowe zablokowanie dwóch kluczowych finansowań dla firmy Eterna.
Poprosiła również o sprawdzenie przepływów finansowych powiązanych z pewną firmą o nazwie G. R. Communication. Wkrótce przyszła odpowiedź: przez trzy lata z kont Eterny na konto firmy należącej do Ginewry Rossi przelano cztery miliony siedemset tysięcy euro.
Alessandro finansował kochankę pieniędzmi firmy, którą uważał za swoją. Dopiero gdy Matteo zasnął, Eleonora otworzyła sejf. Wyjęła z niego kopertę, która czekała tam przez lata. Był to akt notarialny.
Dokument potwierdzający, że jej ojciec, Giorgio Bianchi, założyciel firmy Eterna Farmaceutici, przed śmiercią ulokował 51% akcji spółki w funduszu powierniczym. Jedynym beneficjentem tego funduszu była jego córka, Eleonora Bianchi. Przez pięć lat trzymała ten dokument w tajemnicy, wierząc, że nigdy go nie użyje. Wierzyła, że mąż jest dobrym człowiekiem.
Dziś wiedziała, że się myliła. Rano zadzwoniła do Paolo Contiego, członka zarządu i powiernika ojca, prosząc go o przybycie na poranne spotkanie. Następnego dnia o ósmej trzydzieści Eleonora weszła do biurowca Eterny. W windzie czuła ciężar teczki z dokumentami.
Weszła do sali konferencyjnej i zajęła miejsce u szczytu stołu. Punktualnie o 8:45 pojawił się Alessandro w towarzystwie Ginewry Rossi. Eleonora patrzyła, jak idą korytarzem, pewni siebie. Kiedy zobaczył ją przez szklaną ścianę, zatrzymał się, a potem gwałtownie otworzył drzwi.
— Co ty tu robisz? — zapytał oschle. — Proszę usiąść, panie Moretti — odparła spokojnie. — Mamy coś do wyjaśnienia.
Rozłożyła przed nim dokumenty. Pokazała mu akt powierniczy, mówiąc, że firma, którą prowadził przez pięć lat, od zawsze należała do niej. Że to jej ojciec założył Eternę, a on jedynie dzierżył władzę, którą ona mu podarowała. Alessandro zbielał na twarzy.
Zaprzeczał, krzyczał, ale nie mógł zmienić faktów. Wtedy drzwi sali otworzyły się ponownie. Do środka wszedł mężczyzna z laską. Eleonora wstrzymała oddech.
To był jej ojciec, którego wszyscy uważali za zmarłego. Nie umarł. Przez te pięć lat potajemnie obserwował zięcia, który nie potrafił uszanować jego córki ani wnuka. To on osobiście poinformował członków zarządu o odwołaniu Alessandro ze stanowiska.
To on ostatecznie potwierdził, że od dziś Eleonora jest pełnoprawną właścicielką firmy. Spojrzał na zięcia z zimną obojętnością. — Jesteś zwolniony — powiedział krótko. — I przygotuj dokumenty rozwodowe.
Moja córka i wnuk nie potrzebują cię już. Ginewra Rossi, widząc, że jej protektor upadł, próbowała się bronić. Ale ojciec Eleonory postawił jej ultimatum: ma zwrócić cztery miliony siedemset tysięcy euro lub ponieść konsekwencje prawne. Ginewra, osaczona, w końcu uklękła na środku sali konferencyjnej, szlochając i prosząc o wybaczenie.
Eleonora patrzyła na nią z góry. — Te przeprosiny należą się mojemu synowi — powiedziała tylko. Po tym wszystkim Eleonora wyszła z budynku jako nowa prezes firmy. Kiedy odebrała Matteo od przyjaciółki, chłopiec pokazał jej rysunek, na którym trzymali się za ręce.
— To my, mamo — powiedział. — Mamo, ta pani, która mnie uderzyła, przyjdzie mnie przeprosić? — Tak — odpowiedziała, przytulając go. Kilka dni później w sieci pojawił się anonimowy post, oczerniający Eleonorę i przedstawiający ją jako wyrachowaną żonę, która wykradła mężowi firmę.
Eleonora nie przejęła się tym. W odpowiedzi opublikowała oficjalny komunikat firmy oraz dowody: zdjęcia posiniaczonej twarzy syna, wiadomość od Ginewry Rossi, w której ta przyznawała się do „lekkiego dotknięcia”, oraz pełne zestawienie przelewów. Opinia publiczna natychmiast się odwróciła. Fala hejtu spadła na Alessandro i jego kochankę.
Rozwód przebiegł szybko. Eleonora uzyskała pełną opiekę nad synem, który oficjalnie przyjął nazwisko Bianchi. Alessandro stracił wszystko: stanowisko, majątek, rodzinę. Próbował się odbić, ale nazwisko miał zbrukane.
Ginewra Rossi, która próbowała uciec z kraju, została zatrzymana na lotnisku i skazana za przywłaszczenie mienia. Miesiące później życie Eleonory nabrało nowego rytmu. Firma Eterna, oczyszczona z dawnych układów, prosperowała. Ojciec, który wrócił do zdrowia, regularnie odwiedzał Matteo.
Chłopiec powoli dochodził do siebie, cieszył się z nowego dziadka, a wspomnienie ojca blakło. Pewnego dnia, gdy mijali centrum handlowe, Matteo zobaczył wychudzonego mężczyznę z torbą leków. Alessandro zatrzymał się, widząc syna. — Wszystkiego najlepszego, Matteo — powiedział cicho.
Matteo spojrzał na niego bez emocji. — Dziękuję, panie Moretti. I poszedł dalej, trzymając matkę za rękę. Eleonora uścisnęła jego dłoń.
Wiedziała, że to już koniec. Nie odwróciła się. Szła przed siebie, w stronę domu, gdzie czekał na nich spokój i przyszłość, którą sama sobie zbudowała.


