Rankiem po ślubie teściowa położyła przede mną dokument i pozłacane pióro. Nie minęły nawet dwadzieścia cztery godziny, odkąd Dariusz przysięgał mi miłość przed ołtarzem, a teraz siedział obok matki z założonymi rękami, popijając herbatę. – Czytaj uważnie – powiedziała pani Bożena. – Ta rodzina to nie instytucja charytatywna.

Mój syn ciężko zarabia, a ty jesteś zwykłą pracownicą biurową z nędzną pensją. Każdego miesiąca masz oddawać 15 zł na czynsz i wydatki. Jeśli nie zapłacisz, zbieraj rzeczy i szukaj mieszkania. Rodzina Wolskich nie utrzymuje pasożytów.
Spojrzałam na kartkę. „Zobowiązanie do odpowiedzialności finansowej” – wydrukowane pogrubioną czcionką. Piętnaście złotych. Dla mnie to była kwota, którą mogłam zignorować, ale dla mojej starannie zbudowanej fasady skromnej dziewczyny – wyrok.
– Mamo, odebraliście mi wszystkie pieniądze ze ślubnych prezentów, a teraz żądacie 15 zł miesięcznie? – zapytałam spokojnie. – Z mojej pensji nie wyciągnę takich pieniędzy. – To twój problem.
Znajdź drugą pracę. Pracuj dniem i nocą. Wejście do tej rodziny to największe błogosławieństwo w twoim rodowodzie. Odwróciłam się do męża.
– Dariusz, czy tobie to nie przeszkadza? Jesteśmy rodziną. Dlaczego traktujecie mnie jak lokatorkę? Odstawił filiżankę.
Jego twarz była zimna. – Nie rób dramatu. Moja matka ma rację. Ten apartament kosztował prawie 8 milionów.
Płacenie 15 zł miesięcznie to dla ciebie okazja. Podpisz i nie denerwuj mojej matki w pierwszy dzień. Jego słowa przecięły wszystko, co łączyło nas przez dwa lata. Wiedziałam już, kim są.
Dłużnicy przebrani w płaszcz wyższych sfer, którzy widzieli we mnie worek pieniędzy do wyciśnięcia. Wstałam powoli, oparłam dłonie na kolanach. – Macie rację. 15 zł za mieszkanie w domu za 8 milionów to bardzo sprawiedliwa transakcja.
Pani Bożena skinęła głową z triumfem. – W takim razie, mamo, obawiam się, że nie mam szczęścia cieszyć się waszą przestrzenią. Ta cena wydaje mi się zbyt niska. Dariusz zerwał się z krzesła.
– Co ty gadasz? Dziewczyna z prowincji, która trzyma się mnie kurczowo, powinna być wdzięczna. Podpisz to teraz! Spojrzałam mu prosto w oczy.
– Używacie 15 zł, żeby wycenić moją godność. Skoro tak, wracam do mojej willi za 25 milionów z siedmioma gosposiami. W salonie zapadła cisza. Darium śmiał się z pogardą.
– Willa za 25 milionów? Oszałałaś się! Twoi rodzice to emerytowani nauczyciele, a ty jeździsz starym skuterem. To typowa biedna dziewczyna z urojeniami.
– Mówisz, że masz willę – dołała się pani Bożena. – No to wyzwaam cię. Wyjdź przez te drzwi. Bez Dariuza jesreś tylko kupą śmieci.
Pochyliłam głowę. – Mamo, ma pani rację. Śmieci nie powinno się trzymać w domie. Czas pokaże, kto naprawdę jesT śmieciem.
Wzięłam tylko swoją torebkę i zostawiłaśm za sobą tanie ubrania. Na dole pani Bożena i Dariusz patrzyli na mnie z wyzwaniem. – Jeśli postawisz stopę na zewnątrz, nie wrócisz – ostrzegł. – Zadzwonię do prąwnika i złożę pozew o rozwód.
Odwróciłam się w pół drogi. – Nie zawracaj głowy swojemu prąwnikowi. Dziś w południe móJ prąwnik dostarczy ci papiery do biura. Żegnaj.
Pchnęłam ciężkie dębowe drzwi. Słońce uderzyło mnie w twarz. Zza mną rozległ się wściekły trzask i krzyski pani Bożeny. Myśleli, że idę w ślepy zaułek.
Myliłi, że będę płakać na przystanku. Wzięłam z torebki tani telefon, wyciągnęłam kartę SIM, którą używałam do komunikacji z Dariuszem, przełamałam ją na pół i wyrzuciłam do kosza. Z tajnej przegródki wyjęłam drugi telefon– czarny, błyszczący. Wybirałam numer.
– Tomasz, przjedź po mnie. Pod adres em rodziny Wołskich. Już skończyłam. Ta farsa opadła wcześniej, niż przewidywałam.
Niespełna 10 minut później przede mną zatrzymał się czarny Mercedes Maybach. Szofer w skroju na miarę otworzył mi drzwi. Wsiadłam, oparłam się o miękką skórę Nappa i poprośiłam, żeby zawieźć mnie do Konstancina. Moja willa za 25 milionów stała wśrod starannie przyciętych drzew.
Na dziedzińcu czekała służba. Pani Róża wzięła moją torebkę, a ja kazałam spalić tanie ubrania i przyszykować kąpiel z ołeJkiem różanym. Weszłam do prywatnej windy i wjechałam do apartamentu większego niż całe przyziemie domu Wolskich. Zanurzona w ciepłej wodzie wypiłam łyk wina Vega Sicilia.
Farsa się skończyła. Nie minęła godzina, gdy zadzwonił telefon. Dariusz, oczywiście. Włączyłam głośnik i rzuciłam telefon na łóżko.
– Cześć, Zuzanno. Myślisz, że możesz przede mną uciec? Jak tam? Ciągniesz walizkę po ulicach Warszawy?
Znalazłaś już jakąś nędzną norę za 1500 zł? Jego głoś był pełen sarkazmu. – Pan dyrektor ma dużo wołnego cżasu. Jego żona wyszła niecałe pół dnia temu, a on juś dzWoni.
Czy matka kazała mu policzyć mi reśztę za prad i wodę z noćy poślubnej? Po drugiej stronie zapadła cisża. Mój spokój był poza scenariuszem, który przewidział. – Zamknij się!
Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że dziś wieczorem przed 8:00 masz się stawićw tym domu, ukleknąć i przeprosić moją matkę. I przynieś te 15 zł. Jeśli się nie wstydzisz, twoi rodzice na wsi nie będą mogli podnieść wzroku przed sąsiadami. Zakręciłam kieliszek w dłoni, patrząc na rubinowy płyn.
– Dariusz, ten, kto zmusza żonę do płacenia czynszu następnego ranka po ślubie, nie wie, jak pisze się słowo wstyd. Mówisz, że muszę klęknąć przed twoją matką? Za co? Za to, że nie pozwoliłam wam oskubać mnie jak kurę znoszącą złote jajka?
Nie musisz czekać do jutra. Mój prawnik przyjdzie po ciebie. A co do twojego pragnienia zobaczenia mojej willi – obawiam się, że masz zbyt słaby wzrok. Trzymaj się swojego fotela dyrektorskiego, bo w najbliższych dniach nie będziesz miał głowy do martwienia się, gdzie się ukrywam.
Rozłączyłam się i zablokowałam numer. Wiedziałam już, z kim mam do czynienia. Nie miałam przed sobą człowieka sukcesu, tylko tonącego w długach dłużnika, który potrzebował moich pieniędzy, by utrzymać fasadę. Następnego ranka weszłam do swojego gabinetu w siedzibie grupy Fenix.
Hubert, moja prawa ręka, czekał z raportem. – Pani prezes, zbadaliśmy system finansowy firmy budowlanej Apex Bad Dariusza Wolskiego oraz osobiste długi pani Bożeny. Wyniki są dokładnie takie, jak pani przewidziała, a nawet bardzieJ żałosne. Dom za 8 miliOnów był obciążony hipoteką do maksymalnego limitu.
Firma Dariusza była pustą skorupą, tonącą w długach. Pani Bożena, elegancka teściowa, była uzależniona od hazardu i chwilówek. Zwolnili prawie całą służbę, zostawiając jedną osobę na godziny, by zachować pozory. Nie zażądali ode mnie 15 zł z powodu zasad.
Po prostu umierali z głodu. – Dobra robota. Zablokuj wszystkie nowe źródła kredytowania dla Apex Bad w naszych partnerskich bankach. Nie chcę, żeby mieli możliwość pożyczenia na rynku ani grosza.
Kiedy przeglądałam zdjęcia pani Bożeny potajemnie spotykającej się z lichwiarzami, zadzWonił telefon z domu Wołskich. Włączyłam głośnik. – Ach, jeszcze żyjesz. Myślałam, że jak wyjdziesz na ulicę, to potrąci cię samochód.
Śmiesz wyłączać komórkę i nie odbierać telefonów od DaRiusza? Dam ci ostaTnią szansę. Wracaj do domu natychmiasT, gotować i sprzątać. Pozwolę ci spłacać te 15 zł w ratach.
Wybuchnęłam śmiechem. – Mamo, jaka pani jest hojna. Ale wasz dom za 8 milionów jest za duży. Nie dałabym rady go całego wysprzątać.
Dlaczego nie sprzedacie części, żeby spłacić bank? Po drugiej stronie zapadła cisza. – Co ty mówisz? Jaki bank?
– A co mi pani powie o pożyczce na półtora miliona pod hipotekę aktu własności w banku Santander? A co z tymi 200 zł długu u lichwiarzy na Pradze, żeby odzyskać to, co przegrała pani w karty? Myśli pani, że wasza luksusowa fAsada kogoś oszuka? Usłyszałam przyspieszony oddech.
– Szpiegowałaś moją rodzinę! Jesteś suką! – Myli się pani co do słowa. Jestem przyszłą wierzycielką waszej rodziny.
Trzymajcie się swojej dumy i próbujcie przetrwać. Zobaczymy, czy kiedy bandyci przyjdą oblewać czerwoną farbą bramę waszego domu, nadal będziecie nazywać innych śmieciami. Rozłączyłam się. Spojrzałam na Huberta.
– Firma Dariusza desperacko szuka inwestora na projekt ekologicznego kompleksu, prawda? – Tak. To jego ostatnia deska ratunku. Jeśli w tym miesiącu nie wpłynie kapitał, ratusz wycofa projekt, a firma ogłosi upadłość.
– Bardzo dobrze. Użyj funduszu Aurora, naszej spółki zależnej. Niech zbliżą się do niego z propozycją inwestycji 40 milionów. Ale postawią warunek: musi wcześniej zdeponować 2 miliony na wspólnym zablokowanym koncie projektowym.
Hubert uśmiechnął się. – Skąd on teraz weźmie 2 miliony? Aby zdobyć te pieniądze, będzie musiał wycisnąć ostatnią kroplę krwi, zastawić wszystko, co ma, i zwrócić się do mafii. My musimy tylko utkać sieć i czekać, aż w nią wpAdnie.
Skinęłam głową. Dariusz użył 15 zł, żeby zmusić mnie do odejścia. Ja użyję mirażu tych 40 miliOnów, żeby zmusić jego rodzinę do kłęknięcia i zniszczenja własnymi rękami tego, co nazywają wyższymi sferami. Przez sieć ukrytych kontaktów grupy Fenix przeciekła wiadomość, że fundusz Aurora szuka projektu deweloperskiego, by zainwestować 40 milionów złotych.
I oczywiście, ten, kto otrzymał cynk, to Dariusz, człowiek tonący w morzu długów. Chwycił się tej deski ratunku z taką desperacją, że nie sprawdził, czy jest wypełniona powietrzem, czy materiałami wybuchowymi. Obserwowałam go przez kamerę bezpieczeństwa w sali konferencyJnej funduszu. Miał na sobie najlepszy granatowy garnitur, ale nie umiał ukrYć drżenia rąk.
– Panie Wołski – mówił pan Artur, podstawiony przeze mnie dyrektor. – Szczegółowo przeeanalizowaliśmy panA projekt. Jeśli chodzi o koncepćję, zarząd ocenią ją bardzo pozytywnie. 40 miliOnów to niewielka inwestycja dla Aurory.
Moglibyśmy przelać środki jeszcze w tym tygodniu. Ale biznes ma swoje zasady. Aby ograniczyć ryzyko, wymagamy, żeby Apex Bad zdeponowała kaucję w wysokości 2 miliOnów złotych na wspólnym zablokowanym koncie. Gdy potwierdzimy wpłatę, nasz system automatycznie przeleje 40 miliOnów.
Uśmiech na twarzy Dariusza zamarł. 2 miliony dla kogoś, kto nie miał nawet 40 zł, by zapłacić sprzątaczce. – To wymaganie wydaje mi się trochę sztywne – próbował negocjować. – Nasz projekT ma już grunty o dużej wartośćci jako zabezpieczenie.
– Panie Wołski, jeśli to dla pana problem, możemy zakończyć negocjacje. Dziś po południu mam spotkanie z grupą Horyzont. Oni są gotowi zdeponować 4 miliOny od ręki. Dariusz zacisnął zęby.
– Nie, nie ma żadnego probLemu. 2 miliOny to nic. Moja firma sobie poradzi. Dajcie mi trzy dni.
Siedząc przed ekranem, wybuchnęłam śmiechem. Głupiec. Straszny głupiec. Kiedy chciwiec jest przypartY do muru, sam zakłada sobie pętlę na szyję.
Chwycił przynętę. Moim jedynym zadaniem było teraz założyć ręce i patrzeć, jak on i jego rodzina wysysają ostatnią kroplę krwi. Tego samego wieczoru zAdzWonił. Użył teLeftonu stacjonarnego, żeby nie zAbłokowałam numeru.
– Cześć, ZuZanno. DzWonię, żebyś wiedziała, że twoja decyzja o opuszczeniu mojego domU była największą głupotą w twoJim życiu. Moja firma właśnie zamknęła super projekT inwestycyjny na 40 miliOnów złotych z międzynarodowym fundusZem. Za kiłka dni offycjalnie wejdę do kręgu najbogatszych ludzi w tym mieście.
Jeśli teraz będziesZ się dobrze zachowywać, mogę rozważyć, czy pozwołić ci być jedną ze słUżących w mojej przyszłej rezydenćji. Delikatnie zacisnęłam usta. – 40 miliOnów to dużo pieniędzy, aLe Dariusz, skąd wEźmiesz pieniądze na kaucję gwarancyjną? Słyśzałam, że ostatnio musisz pożyczać kiłkaset tyśięcy od krewnych, żeby zapłacić za materiały budowlane.
Uważaj, żeby przed zobaczenim 40 miliOnów nie przyszli do ciebie komornicy i nie zabrali domu, który masz pod hipoteką w banku. – Zamknij się! Jesteś zazdrosna i rzuCasz na mnie zły urok. Moja matka ma nieskończone znajoMości w wyższych sferach.
Patrz, jak wydaję pieniądze na lewo i prawo. Czekaj na dzień, w którym rzucę ci w twarz umowę na 40 miliOnów. – Czekam z wielką niecierpliwąścią. Pamiętaj, żeby zdobyć całe 2 miliOnY.
Jeśli zabraknie choćby grosza, fundusz anułuje umowę. ŻyCZę ci bardzo udanej nocy zadłużania się. Odłożyłam słuchawkę. Im bardzieJ był arogancki, tym głośniejszy będzie jego upadek.
Wierzył, że użyje tych 40 milionów, by mnie upokorzyć. Nie wiedział, że ja już mam przygotowany akt zgonu jego rodziny. Następnego dnia postanowiłam pójść do domU handłowego Witkats, żeby się zrełaksować. Właśnie wychodziłam z przymierzalni VIP w sklepie Dior, mając na sobie jedwabną sukienkę z limitowanej kolekcji, gdy usłyszałam piskliwy głos.
– Wyjmij mi tę białą torebkę sadle, aLe przynieś mi nową zapakowaną. Moja przyszła synowa to dziewczyna ze złotej kołyski. Nie używa rzeczy z wystawy, które inni macali. Przez szklaną ścianę sali VIP zobaczyłam panią Bożenę, Dariusza i młodą, mocno umałowaną kobietę wiszącą u jego ramienia.
Dziewczyna trzymała w ręku torebkę Hermes Birkin. Po jednym spojrzeniu na jej nienaturalny połysk wiedziałam, że to podróbka drugiej kategorii. Pracownica Diora tłumaczyła, że to edycja limitowana i jest tylko egzemplarz z wystawy. – No co ty, 500 zł to nic dla mojego Dariusza.
Skoro za chwilę dostanie 40 milionów, wyjmij ją i obciąż kartę mojego Dariusza – powiedziała dziewczyna. Dariusz przełknął ślinę. Wydawał wszystkie pieniądze na kaucję. Skąd miał wziąć złotówki na torebkę?
Ale wszedł już na minę przed swoją fałszywą arystokratką i pracownicą. Odstawiłam filiżankę herbaty, pchnęłam szklane drzwi i wyszłam. Dźwięk moich szpilek natychmiasT przyciągnął uwagę trzech osób. – No proszę – uśmiechnęła się pani Bożena.
– Myślałam, że to ktoś inny, a to ta bezwstydna synowa, która uciekła z domu. Co ty tu robisz? Przyszłaś szukać pracy przy sprzątaniu toalet? Dziewczyna o imieniu Angelika spojrzała na mnie z pogardą.
– Dariusz, to ta twoja była żona? Ta bie daczka? Jesteś pewien, że to ona? Dariusz wygładził marynarkę.
– Widzisz, Zuzanno, to jest Angelika, córka właściciela największej sieci restauracji rybnych w mieście. Ona jest gotowa wydać tysiące, by wesprzeć mnie w mojej pracy. Nie jak jakaś skąpa kobieta, która płakała o marne 15 zł czynszu. Wybuchnęłam śmiechem.
Podeszłam do dziewczyny. – Córka właściciela największej sieci restauracji rybnych? No proszę, cała panna z wyższych sfer. Ale dziwne, że tak prestiżowa panna nosi fałszywą torebkę Hermes drugiej kategorii.
Maszynowy szew jest przesunięty o centymetr, a metałowe logo jest wybłakłe. Twarz Ange liki poczerwieniała. – Ty gadasz głupoty! Co ty możesz wiedzieć o luksusowych markach?
Tę torebkę kupił mi ojciec w Paryżu! – Zamknij się! – krzyknęła pani Bożena. – Myślisz, że skoro ty jesteś bankrutką, to inni też?
Kierowniczko, wyrzućcie ten śmieć na ulicę! Kierownik sklepu w eleganckim czarnym garniturze wyszedł z sali VIP. Ale zamiast wyrzucić mnie, złożył przede mną głęboki ukłon. – Przepraszam panią prezes Lewicką.
Nie wiedzieliśmy, czy te osoby mają z panią jakiś związek. Jeśli panią przeszkadzają, ochrona natychmiast zaprosi ich do wyjścia. Twarz Dariusza zmieniła kolor z czerwonego na chorobliwie blady. – Co?
Jak pan ją nazwał? Prezes? Oszalał pan! To zwykła pracownica biurowa!
Uśmiechnęłam się. – Zapakuj tę torebkę i obciąż moją kartę VIP. Przy okazji zapakuj całą ko lekcję torebek z tego sezonu i wyślij je do mojego domu w Konstancinie. Podaruję je moim pracownicom.
– Tak, pani prezes Lewicka. Ochrona, proszę odprowadzić tych troje klientów do wyjścia. Dwóch krzepkich ochroniarzy podeszło do nich. Zostali eskortowani ze sklepu jak przestępcy.
– Zuzanno, kim ty właściwie jesteś? – wyjąkał Dariusz drżącym głosem. – Jestem osobą, którą wyceniłeś na 15 zł miesięcznie. Idź do domu i martw się o zdobycie tych 2 milionów.
Dalsze urządzanie cyrku sprawi tylko, że świat będzie się śmiał z wyższych sfer twojej rodziny. To była tylko przystawka. Prawdziwy koszmar finansowy rodziny Wolskich miał właśnie podnieść kurtynę. Trzydniowy termin na wpłatę kaucji dobiegał końca.
Raport Huberta był bezlitosny. – Pani prezes, Dariusz Wołski zebrał swoje ostatnie środki płynne, zmusił panią Bożenę do zastawienia aktu własności domu, który był już obciążony hipoteką, i użył go jako zabezpieczenia na czarnym rynku, by wziąć pilną pożyczkę. Zgodził się pożyczyć od mafiosa na oprocentowanie 15% miesięcznie. Sprzedał też trzy samochody firmowe.
– Czy udało mu się zebrać 2 miliOnY? – Tak. Dziś rano przelał całe te 2 miliOnY na zablokowane konto funduszu Aurora. Jego żona.
Późotrze wieczorem on i pani Bożena zamierzają zorganizować spektakularną galę w hotelu Bristol, by uczcić podpisanie umowy. Wybuchnęłam śmiechem. Planują świętować własną śmierć. Te 2 miliony to całe życie ich rodziny i pętla lichwiarskiej pożyczki zaciskająca się na szyi pani Bożeny.
A mimo to oddają mi je z takim entuzjazmem. – KontynuJ. Powiedz dyrektorowi Auro ry, żeby prZygotował bardzo imponujące memorandum poro zumienia. Ustalcie oficjalną datę podpisania na poranek po przyjęciu.
Niech mają ostatnią noc życia w swojej fantazji o byciu milionerami. A co z 2 milionami na zablokowanym koncie? Zatrzymaj je. Użyj klauzuli bezpieczeństwa i weryfikacji pochodzenia środków, żeby zablokować te pieniądze na maksymalnie trzy miesięce.
Dariusz właśnie zadłużył się u lichwiarzy. Każdy dzień, który minie, odsetki, które będzie musiał ponieść, zmiażdżą mu mięso i kości. W tym momencie mój telefon zawibrował. Otrzymałam zdjęcie z numeru Dariusza.
To było zaproszenie na bankiet z okazji mega projektu na 40 milionów. Wraz ze zdjęciem przyszła wiadomość głosowa:
– Co tam biedaczko? Dostałaś zaproszenie? Myślałaś, że urządzając ten numer w centrum handlowym, wynajmując aktorów, będę się ciebie bał?
Myślę, że śpisz z jakimś starym bogaczem. Wysyłam ci to zaproszenie, żebyś przyszła i otworzyła oczy. Żebyś zobaczyła, jak jestem na szczycie. Pamiętaj, żeby ubrać się przyzwoicie.
Nie chcę, żeby ochrona musiała cię wyrzucać z pięciogwiazdkowego hotelu. Odmawiał uwierzenia w prawdę. Napisałam kilka linijek odpowiedzi:
„Dziękuję za zaproszenie. Na pewno przyjdę.
I mam bardzo zaskakujący prezent na twój i twojej matki oszałamiający sukces. ”
Gra osiągnęła punkt kulminacyjny. Dariusz chciał spektakularnego przyjęcia, by mnie upokorzyć. Bardzo dobrze.
Dam mu najwspanialszą noc życia, ale w chwili, gdy zgasną światła na scenie, uduszę własnymi rękami ostatni oddech tej zepsutej rodziny. O godzinie 19 w sali kolumnowej hotelu Bristol panował blask żyrandoli i tysięcy róż. Pani Bożena i Dariusz stali przy wejściu, witając gości. Większość z nich to dalecy krewni, którym opłacili autobus, by świadczyli o nowym bogactwie rodziny.
Byli też wierzyciele, partnerzy, których Dariusz chciał olśnić. I ponad dziesięciu bandytów wilka z tatuażami aż po szyję, z rękami w kieszeniach, gotowych do działania. Na scenie gigantyczny plakat głosił: „Ceremonia podpisania mega projektu na 40 milionów. Początek nowej ery dla imperium Apex.
”
Dariusz w białym smokingu przechadzał się między stołami jak prawdziwy król. Angelika w prowokacyjnej czerwonej sukience trzymała się jego ramienia. Pani Bożena szeptała do ciotek z prowincji:
– Za chwilę pojawi się Zuzanna. Ta bezwstydna synowa.
Jest biedniejsza niż mysz kościelna. A dowiedziawszy się, że móJ Dariusz złowił projekT za 40 miliOnów, na pewno przyjdzie czołgać się, by błagać o powrót. Już uprzedziłam ochronę. Każę jej uklęknąć przed Angeliką i lizać jej buty.
O 8:10 wszyscy goście siedzieli przy stołach. Dariusz wszedł na scenę i wziął mikrofon. – Panie i panowie! Dzisiaj moja rodzina organizuje ten bankiet, by potwierdzić absolutną prawdę.
Apex to niezwyciężone imperium. Byli tacy, którzy w nas wątpili, którzy odwrócili się do nas plecami. Byli nawet tchórzliwi chciwcy, którzy spakowali walizkę i mnie opuścili. Ale dzisiaj ogłaszam głośno i wyraźnie, że pokonaliśmy wszystkie przeszkody.
Za kilka minut prezes grupy Fenix przekroczy te drzwi osobiście, by podpisać ze mną umowę inwestycyjną na 40 milionów złotych. Od tego momentu ja, Dariusz Wolski, oficjalnie wchodzę do elity super bogatych tego miasta. Angelika wzięła mikrofon:
– Dokładnie tak. Mój Dariusz to najbardziej utalentowany mężczyzna na świecie.
Tylko głupia i ślepa od urodzenia kobieta nie potrafiłaby docenić takiego diamentu. Jestem pewna, że teraz ta Zuzanna jest w jakimś rynsztoku, płacząc i krzycząc z żalu. Zegar wybił 20:00. Atmosfera nagle ucichła.
Wszystkie spojrzenia skierowały się na ogromne dębowe drzwi. Dariusz dał znak orkiestrze, by zagrała triumfalny marsz. – Panie i panowie, nadszedł historyczny moment. Proszę wstać i zgotować gorące oklaski na powitanie prezesa grupy Fenix!
Drzwi otworzyły się na oścież. Pierwszą osobą, która weszła, byłam ja. Miałam na sobie suknię haute couture w kolorze ciemnej czerwieni, ręcznie haftowaną tysiącami kryształów. Szpilki z czerwoną podeszwą wybijały zimny, autorytarny dźwięk.
Obok mnie szedł Hubert, a po drugiej stronie pan Artur. Flankowało nas sześciu ochroniarzy w czarnych garniturach. Twarz Dariusza na scenie skamieniała. Mikrofon zadrżał w jego dłoni.
Pani Bożena zerwała się z krzesła, przewracając kieliszek wina, który poplamił jej wynajętą aksamitną suknię. – Zuzanno, co to za żart? – krzyknął Dariusz. – Kto ci pozwolił ubrać się w taki śmieszny sposób i przyprowadzić bandę zbirów, by zrujnować moje przyjęcie?
Ochrona! Wyrzućcie tę wariatkę! – Nędzna dziwko! – wrzasnęła pani Bożena.
– Wynajmujesz czerwoną sukienkę i zatrudniasz kiłku statystów, żeby mnie przestraszyć? Wynoś się stąd, tani naciągaczu! Angelika przytuliła się do Dariusza:
– Och, jakie żałosny cyrk urządza. Wyrzuciłeś ją z domu i straciła rozum.
Na pewno ta sukienka to tania podróbka z Chin! Zachowałam zimny uśmiech. Weszłam na scenę powolnymi, eleganckimi krokami. – Dyrektorze Dariuszu, dlaczego tak krzyczysz i tracisz tę elegancję wyższych sfer?
Wysłałeś mi zaproszenie na swoje przyjęcie. Czyżbyś planował kazać ochronie połamać nogi gościowi honorowemu? To bardzo niegrzeczne i stawia cię w złym świetle przed prezesem grupy Fenix. Dariusz spojrzał desperacko na otwarte drzwi, czekając na pojawienie się swojego zbawcy.
Ale w pustym korytarzu nikogo nie było. Przeniósł wzrok na pana Artura stojącego za mną. – Panie Arturze, ach, przyszedł pan. Dlaczego wchodzi pan z tą wariatką?
Gdzie jest prezes? Pan Artur zrobił krok do przodu, ukłonił się pod kątem 90 stopni i powiedział donośnie do mikrofonu:
– Pani prezes Zuzanno Lewicka. Wszystkie dokumenty projektu Apex zostały anulowane zgodnie z pani instrukcjami. Depozyt w wysokości 2 milionów złotych został zamrożony na czas nieokreślony na mocy międzynarodowej klauzuli bezpieczeństwa finansowego z powodu podejrzenia oszustwa i prania pieniędzy.
Czekam na pani rozkazy, pani prezes. Jego słowa spadły na salę jak bomba atomowa. Dariusz cofnął się, potknął o krawędź sceny i prawie upadł. Pani Bożena osunęła się na podłogę.
Angelika puściła ramię Dariusza i cofnęła się, blada jak wosk. – Prezes? – wychrypiał Dariusz. – Nazwał ją pan prezeską?
Oszalał pan! To moja była żona! To pracownica, która zarabia 10 złotych miesięcznie! Hubert zrobił krok do przodu i rzucił w twarz Dariusza plik dokumentów.
– Dariuszu Wolski, otwórz swoje ślepe oczy. Grupa Fenix jest spółką matką, która posiada 100% akcji funduszu inwestycyjnego Aurora. A kobieta, która stoi przed tobą, Zuzanna Lewicka, jest założycielką i prezeską zarządu, posiadaczką 40% akcji całego imperium Fenix. Myślisz, że zrujnowana firma, tonąca w długach i na skraju bankructwa, ma prawo otrzymać 40 miliOOnów inwestycji?
Wzięłam mikrofon z podłogi. – No cóż, dyrektorze generalny Dariuszu, damo z wyższych sfer, pani Bożeno, i fałszywa panienko Angeliko, czy ta gra jest zabawna? Zaprosiliście mnie tutaj, by mnie upokorzyć, by zmusić mnie do lizania wam butów. No to jestem.
Władza, której tak pragniecie, jest w moich rękach. Dlaczego już nic nie mówicie? Gdzie podziała się wasza arogancja? Dariusz upadł na kolana, chwytając się za głowę.
– Zuzanno, oszukałaś mnie. Jesteś prezeską Fenixa. Dlaczego mi to ukrywałaś? Te 2 miliony to pieniądze od lichwiarzy i pod hipotekę domu mojej matki.
Oddaj mi pieniądze, bo inaczej jestem martwy! Rzucił się w moją stronę, ale ochroniarze powalili go na podłogę. – Oszukać cię? Ja cię nie oszukałam.
To twoja własna nienasycona chciwość i małostkowość twojej rodziny was przyparły do muru. Zmusiliście mnie do płacenia 15 zł czynszu tego samego ranka po naszym ślubie. Kiedy odeszłam, dzwoniłeś, by mnie upokorzyć, nazywając mnie śmieciem. Myśleliście, że wasze pieniądze to najwyższa władza?
No to dzisiaj użyłam moich własnych pieniędzy, by pokazać wam, co to jest absolutna desperacja. Odwróciłam się do pani Bożeny, która płakała rzewnymi łzami. – Mamo, pamięta pani, co mi pani powiedziała tamtego ranka? Powiedziała pani, że wejście do waszego domu to największe błogosławieństwo dla mojej rodziny i że jeśli nie zapłacę 15 zł, mam iść na ulicę.
Powiedziała pani, że bez pani syna jestem tylko kupą śmieci. Teraz spójrzcie dobrze na moje imperium. Czy ta kupa śmieci wam się podoba? Pani Bożena zaszlochała, zakrywając twarz rękami.
– Pomyliłam się. Jestem winna. Poniżaj mnie ile chcesz. ALe te 2 miliOnY, odbłokuj.
Te pieniądze są od mafii. Jeśli je zatrzymasz, nic ci to nie da. – Te 2 miliOnY nie są moje. Są dowodem na to, że wasza rodzina jest zamieszana w pranie pieniędzy i nielegalne pożyczki.
Dokumentacja została już przekazana władzom. System bezpieczeństwa bankowego automatycznie zamroził je zgodnie z prawem. Sami wzięliście pożyczkę, podpisaliście umowy. Ponieście konsekwenćje prawne i zmierzcie się z lichwiarzami.
To cena chciwości i głupoty. Pan Artur dodał:
– Zgodnie z klauzułą 4 punkt B umowy gwarancyjnej, depozyt musiał być kapitałem własnym firmy, a nie pochodzić od lichwiarzy. Nasz niezależny zespół dochodzeniowy udowodnił, że te pieniądze pochodzą z czarnego rynku. Z powodu tego poważnego naruszenia, te środki zostaną zablokowane przez bank centralny na co najmniej trzy miesiące, a może nawet rok.
– O mój Boże! – zawyła pani Bożena. – Trzy miesiące przy oprocentowaniu 15%! Nawet sprzedając całą rodzinę, nie będziemy w stanie spłacić odsetek!
Bank zabierze nam dom, a teraz mafia poderżnie nam gardła! Wytatuowani bandyci rzucili wykałaczki na podłogę i ruszyli, kopiąc i przewracając stoły. Wilk chwycił panią Bożenę za włosy. – Ach, ty wstrętna starucho, próbowałaś mnie oszukać?
Jeśli moje pieniądze są zablokowane, dziś wieczorem poćwiartuję was oboje i wrzucę do Wisły! Sala zamieniła się w chaos. Bandyci wyrwali Dariusza z rąk moich ochroniarzy, rzucili go na podłogę i zaczęli go bezlitośnie kopać. Dariusz, plując krwią, złożył ręce i błagał:
– ZuZanno, błagam cię, przez miłość, którą darzyliśmy się przez te dwa lata.
Odblokuj konto. Oni nas wszystkich zabiją. Jeśli chcesz, żebym ukląkł i lizał ci buty, zrobię to. Błagam cię, uratuj mnie.
Uratuj moją matkę. – Kiedy twoja matka i ty dal iście mi ten papie r, żeby wyciągnąć ze mnie pieniądze, myślałeś o miłości? Kiedy wyrzuciłeś mnie na ulicę bez grosza, myślałeś o mnie? Kiedy wysyłałeś mi obraźliwe wiadomości, nazywając mnie tanią dziwką, pamiętałeś o tej miłości?
Mówiłam ci, że wrócę do mojej willi za 25 milionów z siedmioma gosposiami. A ty nazwałeś mnie wariatką. Czy już otworzyłeś oczy? Dobroć, którą wyceniłeś na 15 zł, nie otrzymasz.
Ty i twoja matka cieszcie się końcem, który sami sobie zgotowaliście. Upuściłam mikrofon na podłogę. Odwróciłam się, podniosłam spódnicę czerwonej sukni i odeszłam z podniesioną głową, wśród płaczu, krzyków i odgłosów uderzeń. Świat rodziny Wolskich całkowicie się zawalił.
Minęły zaledwie trzy dni. Ale dla rodziny Wolskich były one jak trzy wieki skazania w piekle. Bank Santander natychmiast zadziałał. Komisja bankowa wraz z władzami pojawiła się na ulicy Francuskiej z nakazem eksmisji.
Brama z brązu, którą pani Bożena tak się chwaliła, została przecięta policyjnymi taśmami. Zostali wyrzuceni z własnego domu tylko w ubraniach, które mieli na sobie. Nawet podróbki znanych marek, które próbowali wynieść po kryjomu, zostały im odebrane przez ludzi wilka przy samej bramie. Dariusz, z aroganckiego dyrektora, stał się chodzącym widmem.
Miał posiniaczoną twarz, zwichnięte lewe ramię. Pani Bożena, kobieta, która krzyczała, nazywając mnie śmieciem, włóczyła się teraz po najbardziej ruchliwych ulicach, grzebiąc w śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia, mamrocząc coś o 40 miliOnach złotych i 2 miliOnach, ktore jej się należą. Angelika spakowała walizki i uciekła z miasta tej samej nocy. Sędzia oficjalnie orzekł rozwód.
Znowu byłam singielką, całkowicie pozbywając się brudnego tytułu synowej rodziny Wolskich. Moja fortuna nie została uszczuplona ani o grosz. Grupa Fenix kontynuowała odnoszenie oszałamiających sukcesów. W sobotę wieczorem stanęłam na balkonie trzeciego piętra mojej rezydencji w Konstancinie.
Wiatr muskał moje rozpuszczone włosy. Trzymałam kieliszek wina Vega Sicilia i powoli nim kręciłam. Wspominając dwa lata udawania biednej dziewczyny, znoszenia złych spojrzeń rodziny politycznej i moment, w którym przedstawiono mi żądanie 15 zł, nie żałowałam niczego. Wręcz przeciwnie, cicho dziękowałam za przeciwności i niewdzięczność tych ludzi.
Tamta noc obudziła mnie z bajki o bezwarunkowej miłości. Wyostrzyła mnie, uczyniła zimniejszą, bardziej wyrachowaną i bezwzględną wobec tych, którzy na to nie zasługiwali. Podniosłam kieliszek wina w stronę gwiaździstego nieba. Uśmiechnęłam się najpromienniej i najdumniej ze wszystkich.
Gra fałszywych wyższych sfer dobiegła końca, a imperium Zuzanny Lewickiej lśniło teraz na prawdziwym szczycie sukcesu.


