„Rodzina już do was jedzie. Teściowa zaprosiła gości, ale do naszego domu. ”
Ta wiadomość od mamy wyrwała mnie z porannej rutyny. Stałam w kuchni z kubkiem kawy, a w głowie krążyło mi tylko jedno: jak to możliwe, że ktoś decyduje o moim domu bez pytania?

Mikołaj, mój mąż, pojechał po południu do mojej mamy i miał zostać u niej do niedzieli. Miałam więc cały weekend dla siebie: praca, szkoła, zakupy, jakieś sprawy do załatwienia. No mamo – powiedziałam do słuchawki. No Barbara – odpowiedziała z uśmiechem w głosie.
No jak to co? Przyjeżdżają do was przenocować. Podeszłam do okna. Pod domem stał już znajomy samochód.
Teściowa, Barbara, wysiadła pierwsza, a z bagażnika wyciągała torby, jakby planowała zostać na długo. Z samochodu wysiadł jeszcze Jakub, chłopak może szesnastoletni, z telefonem przyklejonym do dłoni. No nareszcie! – zawołała, widząc mnie w oknie.
Powiedziała: „Jedźcie śmiało do Patryka, miejsca mają od groma”. No i co mieliśmy zrobić? Weszła do środka i już w przedpokoju rozejrzała się dookoła. Jakub tymczasem zdjął buty, rzucił je przy szafce i zapytał: Jakie jest hasło do WiFi?
Patrzyłam na ten bagaż i zaczynałam się zastanawiać, czy przypadkiem nie zamierzają się do nas przeprowadzić. Magda, no przecież jesteśmy rodziną – powiedziała teściowa, jakby to wszystko tłumaczyło. No oczywiście – odpowiedziałam cicho. Chwilę później do kuchni wszedł Patryk, mój mąż.
No Barbara, ty to wiesz, jak człowieka postawić na nogi – zaśmiał się, całując ją w policzek. No najpierw rynek, potem może Ostrów Tumski. Poczułam, że filiżanka zatrzymała mi się w połowie drogi do ust. No tak, dzisiaj wieczorem – mówił dalej Patryk.
No gdzie? No przecież do poniedziałku. Mama powiedziała, że możecie u nas mieszkać do poniedziałku. Czyli do poniedziałku?
– zapytałam, starając się zachować spokój. No wszystkie trzy dni? Uśmiechnęłam się do Barbary. No i widzisz, wiedziałam, że się dogadamy – powiedziała zadowolona.
Po śniadaniu Barbara od razu zaczęła się szykować do wyjścia. Patryk zbierał ze stołu kubki, ja spokojnie wkładałam naczynia do zmywarki. Trzeba było dostać się do rur: rozkucz kawałek ściany i wymienić stare połączenie. Ale poprzedniego wieczoru, kiedy Barbara i reszta wreszcie poszli spać, napisałam do hydraulika, którego polecił nam sąsiad.
No dobrze, remont jak remont – westchnął Patryk. No i tak cały dzień będziemy w mieście. Patryk wszedł do łazienki i zaczął wyciągać z szafki środki czystości. No będą kuć – powiedział do siebie.
Jakub, który do tej pory kompletnie nie interesował się rozmową, nagle uniósł głowę. Jak będą potrzebowali dostępu do gniazdek, trzeba będzie go odłączyć – dodał Patryk. No to może przełóżcie. Po chwili do środka wszedł hydraulik z dużą torbą narzędziową, a za nim drugi mężczyzna niosący skrzynkę i wiertarkę.
Podeszłam do niej. Jakub jęknął tak ciężko, jakby właśnie odcięto mu dostęp do świata. Tadeusz tymczasem stanął w drzwiach łazienki i zajrzał do środka. Hydraulik odwrócił się do niego.
No remont. Tadeusz chodził od okna do okna. Barbara kilka razy zaglądała do łazienki, jakby liczyła na to, że rury same się naprawią. W końcu podeszła do mnie do kuchni.
No ten remont – powiedziała z troską. No właśnie. Do tego parking, jedzenie. Dlatego przecież jechaliśmy do rodziny.
Przecież możecie pojechać do mamy – zaproponowałam spokojnie. Do Ewy. No tak. No przecież.
No rzeczywiście niedobrze – powiedziała Ewa ostrożnie. To przyjedziemy do ciebie. Do mnie? – zapytała mama zdziwiona.
No tak, na dwie noce. No przecież nie takie małe. Tadeusz nachylił się do telefonu. Ja ich zaprosiłem do was – powiedział.
Jechał do Ewy. Oni naprawdę pojechali do mamy. No prawie cisza. Jakub od pół godziny pyta o hasło do internetu.
Mamo, no co? Teraz wróciło do niej w idealnym momencie. A może jutro, jak trochę ogarniecie, wrócą do was na ostatnią noc? Barbara z rodziną została u niej do poniedziałku.
Bez zaproszenia nikt już do nas nie przyjeżdżał. Do usłyszenia w następnej opowieści.


