Wsiadłem do swojej starej Skody, która przy odpalaniu wydawała dźwięk, jakby miała do mnie pretensje o każdą kolejną podróż. Bogdan, przecież jeszcze trochę i będziesz ją pchał do pracy – mawiał sąsiad, a ja tylko machałem ręką. Pracowałem w hali, dorabiałem w soboty u ludzi, naprawiałem furtki i zamki. Przez lata odłożyłem na Karolinę – pokój we Wrocławiu, jedzenie, książki, bilety, dojazdy do domu.

Może 60 000 zł, może 70, może więcej. Liczyłem każdą złotówkę, żeby miała lepiej. Na zakończenie studiów pojechaliśmy z żoną Edytą do Wrocławia. Karolina podeszła do nas z chłopakiem, Marcinem.
Nie do końca rozumiałem, na czym polegała jego praca, ale wyglądał na porządnego. No to dobrze – powiedziałem wtedy. Karolina zaczęła jeździć służbowo do Warszawy, a ja rano zakładałem robocze spodnie i szedłem do hali. Gdy Edyta martwiła się, że córka za dużo pracuje, odpowiadałem: „No i dobrze, po to się uczyła.
” Po paru tygodniach powiedziałem jednak do Edyty: „Ten Marcin to chyba nie tylko z pracy. ” Pierwszy raz przyjechał do nas późną wiosną. Pomógł mi przy płocie, a ja pomyślałem, że wreszcie ktoś z prawdziwym podejściem do życia. Kiedy jednak przyjeżdżałem do Wrocławia, Karolina zaczęła zwracać uwagę na mój samochód.
Patrzyła na mnie od góry do dołu, jakbym był obcym człowiekiem. W drodze do domu zapytałem Edytę: „No proszę, a co jej się nie podoba? ” Edyta milczała. Potem Karolina przeszła do następnego tematu: „Jak już będziemy na weselu, nie musisz wszystkim opowiadać o pracy.
”
Kilka tygodni później Marcin przyjechał do nas w południe. Pochwaliłem, że płot postawiony rękami to gwarancja na dwadzieścia lat. On spojrzał na Karolinę, a ona kilka dni później zadzwoniła do Edyty i powiedziała, że chce do nas przyjechać. „No chodźcie oboje” – powiedziała.
Przywiozła nam nową kurtkę i buty. „Karolina, no ty to naprawdę kupiłaś wszystko dla nas” – powiedziałem. Uśmiechnęła się. Potem zapytała, kiedy ostatnio byliśmy na wakacjach.
Raz, nad Adriatykiem, dawno temu, jeszcze gdy chodziła do szkoły. „Karolina, około 12 000″ – powiedziałem, gdy zapytała o koszt wyjazdu. „12 000? No i co?
” – odpowiedziała. „No właśnie” – powiedziałem. „To ty wysyłasz nas do Grecji w dniu ślubu własnej córki? ”
I wtedy już wiedziałem.
Potem powiedziała coś, czego chyba do końca życia nie zapomnę. Teczka z wyjazdem do Grecji leżała na komodzie w przedpokoju. Edyta wzięła ją do ręki, popatrzyła na mnie i zapytała: „Co z tym zrobimy? ” Karolina dzwoniła kilka razy, głównie do Edyty.
„No tak, dobrze, to będę około 6:00″ – usłyszałem któregoś dnia. Siedzieliśmy w kuchni. Ona obierała fasolkę szparagową, ja czyściłem małe nożyce do gałęzi. „Mówiła, że od dawna chcieliście polecieć do Grecji” – powiedziała Edyta.
„Panie Bogdanie, chodź do domu” – usłyszałem nagle głos Marcina. Stał w drzwiach. „Karolina powiedziała mi, że sami chcieliście wyjechać do Grecji. ” Odwrócił się do niej i zaczął wyliczać: „Grecję, waszą niechęć do wesela.
Wszystko. ”
Nie zadzwonił do Karoliny od razu. Lecą do Grecji. „No kiedykolwiek nie” – powiedziała.
Potem wyszedł bez awantury, bez trzaskania drzwiami, bez telefonowania do gości przy niej. Karolina przyjechała do nas następnego dnia. Patrzyła na mnie tak, jakby czekała, aż się przyznam do czegoś strasznego. „Zadzwonił do mnie” – powiedziała.
„No to zobaczył. ” „Karolina, ja do niego nie dzwoniłem” – odpowiedziałem. Karolina odwróciła się do Edyty. Podeszła do niej i powiedziała bardzo spokojnie: „To nie była twoja wina.
”
Edyta czasem pisała do niej wiadomości. Najpierw rzadko wpadała do Edyty, kiedy byłem w pracy. Za to częściej przyjeżdżała do nas. Nie wrócili do planowania ślubu.
Karolina powiedziała nam, że Marcin nadal coś do niej czuje, ale postawił sprawę jasno. Kiedy któregoś popołudnia Karolina od razu podeszła do niej, Edyta powiedziała tylko: „Możesz nakryć do stołu. ” Bez garniturów, bez eleganckich sal, bez ludzi, którzy mieli oceniać, kto do kogo pasuje. Karolina wzięła oddech: „Pewni jesteśmy tylko tego, że nie chcemy wracać do tego, co było.
” A ja patrzyłem na nią i myślałem o tym, jak wiele rzeczy mogłem zrobić inaczej. Od domu przez ogród do Marcina – to była najkrótsza droga, której nigdy nie przeszedłem.


