Balkon runął razem z małżeństwem. Jest przełom w sprawie tragedii w Sosnowcu
Po blisko trzech latach walki o sprawiedliwość rodzina Stawiszyńskich doczekała się przełomu. Sąd Okręgowy w Sosnowcu 13 maja uchylił decyzję o umorzeniu postępowania w sprawie katastrofy budowlanej, do której doszło we wrześniu 2023 r. To oznacza jedno: proces trzech oskarżonych musi się odbyć. Sprawa wraca do Sądu Rejonowego.
— Śmierć człowieka nie może pozostać bez oceny prawnokarnej — podkreślała dziś na sali sądowej mecenas reprezentująca rodzinę Stawiszyńskich.
Umorzenie było przedwczesne. Sąd Okręgowy nakazał przeprowadzenie procesu
W środę Sąd Okręgowy w Sosnowcu rozpatrywał zażalenia wniesione przez prokuraturę oraz pełnomocnika oskarżycieli posiłkowych na postanowienie Sądu Rejonowego, który wcześniej, bez przesłuchania świadków, umorzył sprawę wobec trzech oskarżonych: Jeremiasza Z., byłego wicedyrektora Miejskiego Zakładu Zasobów Lokalowych, któremu zarzucono narażenie ludzi na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz naruszenie przepisów prawa budowlanego; Marka N., pracownika odpowiedzialnego za planowanie remontów w kamienicy oraz Krzysztofa K., przedstawiciela firmy zewnętrznej, która przeprowadzała kontrolę techniczną budynku.
Po naradzie sędzia Michał Roszkowski z Sądu Okręgowego w Sosnowcu uchylił postanowienie o umorzeniu i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy. Oznacza to, że proces musi ruszyć, a dowody — w tym zeznania świadków i opinie biegłych — zostaną przeanalizowane w pełnym postępowaniu.
Prokurator nie miał wątpliwości, że decyzja sądu pierwszej instancji była błędna. — Postanowienie o umorzeniu było przedwczesne i nietrafione. W sprawie nie przeprowadzono kluczowych dowodów — argumentował oskarżyciel publiczny. Podobne stanowisko zajął pełnomocnik rodziny ofiar.
— Działanie sądu pierwszej instancji doprowadziło do pozbawienia oskarżycieli posiłkowych prawa do merytorycznego wyjaśnienia sprawy. To nieakceptowalne. Jedna osoba zginęła, druga ledwo uszła z życiem — a winnych nie ma? — mówił.
“Oskarżeni mieli świadomość złego stanu technicznego nieruchomości”
Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych podkreślał, że istnieje opinia z zakresu budownictwa, według której przyczyną katastrofy mogły być skorodowane elementy balkonu oraz brak remontów i konserwacji.
— Oskarżeni mieli świadomość złego stanu technicznego nieruchomości i całkowicie zaniechali działań. Takie zdarzenie nie może pozostać bez konsekwencji prawno-karnych — przekonywał prawnik.
Jak zaznaczono, już w 2017 r. wskazywano na konieczność pilnej konserwacji balkonów, a w kolejnych latach wady się pogłębiały. Mimo realnego zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców nie podjęto nawet doraźnych działań.
Dramat córki: moja mama nie zasługiwała na taką śmierć
Na sali sądowej głos zabrała również Weronika Stawiszyńska (27 l.), córka tragicznie zmarłej Sylwii.
— Wnoszę o to, aby osoby oskarżone poniosły odpowiedzialność za śmierć mojej mamy. Opiekowała się niepełnosprawnym bratem, była dobrą, silną kobietą. Nie zasługiwała na taką śmierć — mówiła ze łzami w oczach. Nie kryła oburzenia wcześniejszą decyzją o umorzeniu.
— Szokujące jest stwierdzenie, że brak remontów i tak doprowadziłby do katastrofy. Balkon to nie była tylko wylewka. To całe zbrojenie, barierki, skorodowane elementy — podkreślała.
Robert Stawiszyński: zginęła moja żona. Kto za to odpowiada?
W sądzie głos zabrał także Robert Stawiszyński, który w dniu tragedii spadł z balkonu razem z żoną i cudem przeżył.
— Sąd pierwszej instancji nie wysłuchał żadnych świadków, nawet mnie. Oparł się na głosach obrony. Zginęła moja żona. Jak mam się czuć, nie wiedząc, kto za to odpowiada? — mówił. Wskazywał na błędy w opinii biegłego. — Nikt nie zbadał innych balkonów, nawet tego, na który spadła nasza płyta. Zginęły dokumenty z modernizacji budynku. Moim zdaniem główną przyczyną były skrajnie skorodowane elementy, a nie jakaś wylewka sprzed 30 lat — podkreślał.
Obrona: nie da się ustalić sprawcy
Obrońcy trzech oskarżonych wnosili o utrzymanie umorzenia w mocy. — Doszło do strasznej tragedii, nikt tego nie kwestionuje. Ale nie udało się ustalić faktycznego sprawcy — argumentowali. Według obrony kluczowa była wylewka, która miała przeciążyć balkon, a biegły nie wskazał jednoznacznie bezpośredniej przyczyny katastrofy.
— Balkon ważący około 400 kg spadł na niższy, który wytrzymał. Gdyby nie wylewka i kwietniki, do katastrofy by nie doszło — przekonywał jeden z adwokatów.
Trzy lata temu małżeństwo runęło z balkonem na ulicę
Przypomnijmy: 4 września 2023 r. Robert i Sylwia Stawiszyńscy wyszli rano na balkon swojego mieszkania w Sosnowcu. Chwilę później konstrukcja urwała się i runęła z trzeciego piętra na ulicę.
Sylwia (†43 l.) zmarła w wyniku obrażeń wielonarządowych. Robert (48 l.) przez dwa miesiące był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Do dziś porusza się o kuli i nie wrócił do pracy.
Rodzina nie otrzymała dotąd ani złotówki odszkodowania, mimo że budynek był objęty polisą. — Trzy lata żyjemy z traumą i z pytaniem: dlaczego nikt nie ponosi odpowiedzialności? — mówił Robert.
Sprawa wraca do Sądu Rejonowego
Decyzja Sądu Okręgowego to dla rodziny długo wyczekiwany sygnał, że ich głos wreszcie został wysłuchany. Teraz Sąd Rejonowy w Sosnowcu będzie musiał przeprowadzić normalny proces, przesłuchać świadków i ocenić materiał dowodowy.
— Żądam sprawiedliwości dla moich dzieci i zmarłej żony — mówi Robert Stawiszyński.



