Wieść o tym, że na cmentarzu w Sosnowcu palił się grób zmarłego tragicznie posła Łukasza Litewki, obiegła Polskę lotem błyskawicy. W czwartek od rana cmentarz znów był pełen mieszkańców, którzy przyszli się pomodlić w tym miejscu. Przy grobie spotkaliśmy też panią Natalię, partnerkę Łukasza Litewki. W imieniu bliskich poprosiła o zachowanie bezpieczeństwa. — Bardzo nie chcemy, by sytuacja znów się powtórzyła — podkreślała w rozmowie z “Faktem”.

O pożarze grobu Łukasza Litewki informowaliśmy 27 maja. — Rano tu byłam, wczoraj. Wszystko było w porządku. A nagle słyszę: pożar. Ktoś to na złość zrobił, czy co? — zastanawia się jedna z pań, która odwiedza grób w okolicy.
— Do mnie syn z Warszawy dzwonił, że tu jest pożar. Przyszłam dziś, rzeczywiście mu zaświecić. Zawsze będę świecić, bo to był człowiek, który robił dobrze dla ludzi — mówi pani Stanisława (81 l.). — Byłam tu 1 maja. Tu był taki żar, tak strasznie było dużo zniczy, że nawet się nie dało blisko dojść. Żar. Gorąco od nich biło. Cała Polska widziała, ilu ludzi było na pogrzebie. Ale trudno też się dziwić, że ludzie przychodzą. To był bardzo dobry człowiek. Dał się lubić. I dużo robił. Bardzo współczuję rodzinie. Sama mam dwóch synów, nie wyobrażam sobie, żebym dziecko chowała — mówi ze smutkiem kobieta.

Pożar na grobie Łukasza Litewki. Mieszkańcy stale oddają hołd zmarłemu
— Niczyja to wina ani żadna celowość czy zła wola. Był wiatr i dużo zniczy różnego rodzaju. Prawdopodobnie wiatr przewrócił któryś wieniec i się zapaliło — mówi Damian Bacia, zarządca cmentarza, który cały czas dogląda, czy wszystko jest już w porządku.
— Akurat byłem otworzyć bramę, bo mieliśmy pogrzeb o godz. 12. Pół godziny wcześniej otwierałem kaplicę. I nagle słyszę syreny. Pierwsza przyjechała policja, a za nią dwa wozy strażackie. Przyjechali strażacy, rozciągnęli węże. Prosiłem, żeby tylko delikatnie polewali. Ale byli fachowcami, strat nie narobili żadnych — mówi pan Damian.

— Tu wszystko było zastawione zniczami — pokazuje. — Myśmy chyba trzy lub cztery razy wypalone znicze wywozili — wspomina. — Dlatego proszę, żeby nie stawiać ich już tyle. Pomodlić się, kupić karmę, a nie zastawiać, by rodzina też miała dostęp do grobu — dodaje.
Partnerka Łukasza Litewki: to był dla nas dodatkowy ból
W ciszy, z boku, stała także przy grobie pani Natalia, ukochana Łukasza Litewki, jego życiowa partnerka. Przychodzi na cmentarz w takich godzinach, by móc pomodlić się w spokoju. Przyznaje, że nie zawsze jest to możliwe, bo wciąż jest tu dużo osób, także robiących zdjęcia. — Niestety stało się, co się stało — mówi.
— Był wiatr, suche wieńce, ludzie stawiali nie tylko te zamknięte znicze, ale też wkłady. Wystarczył nawet lekki podmuch wiatru na wieniec, na taki wkład. Prosiliśmy wielokrotnie, żeby nie stawiać aż takiej dużej ilości. Chodzi o to bezpieczeństwo, mamy też poczucie odpowiedzialności za groby obok nas. Nie chcieliśmy tej sytuacji. Wydarzyła się. To, co się wydarzyło wczoraj, było dodatkowym bólem. Nie chcemy, by taka sytuacja się powtórzyła. Dlatego proszę wszystkich, w imieniu bliskich Łukasza, zanim powstanie pomnik, żeby po prostu bardzo uważali na to, gdzie i co zostawiają — tłumaczy pani Natalia.









