Nocna przejażdżka pięciu nastolatków zakończyła się dramatycznym wypadkiem. W Mysiakowcu w powiecie opoczyńskim rozpędzona toyota wypadła z drogi i z ogromną siłą uderzyła w przydrożne drzewo. Wszyscy pasażerowie trafili do szpitala.
Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę około godziny 0.40. Samochodem podróżowało pięć młodych osób — trzech 16-latków, jeden 17-latek oraz 18-letni kierowca.
Według wstępnych ustaleń policji kierujący stracił panowanie nad pojazdem. Auto najpierw zjechało z drogi, a następnie uderzyło w drzewo.
Siła zderzenia była tak duża, że czterem pasażerom udało się wydostać z wraku o własnych siłach jeszcze przed przyjazdem służb. Jeden z nastolatków został jednak uwięziony wewnątrz rozbitego samochodu.
Strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu hydraulicznego, aby uwolnić poszkodowanego. Dopiero po rozcięciu elementów karoserii ratownikom udało się wydobyć go z wraku.
Na miejsce skierowano pięć zastępów straży pożarnej oraz trzy zespoły ratownictwa medycznego. Po udzieleniu pierwszej pomocy wszyscy uczestnicy wypadku zostali przewiezieni do szpitali.
Policjanci badają obecnie dokładne okoliczności zdarzenia.
— Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierowca stracił panowanie nad samochodem, w wyniku czego z ogromną siłą uderzył w przydrożne drzewo. Niewykluczone, że przyczyną była nadmierna prędkość, jednak będzie to jeszcze szczegółowo wyjaśniane — przekazał mł. asp. Mateusz Piliński z łódzkiej policji.
Funkcjonariusze nie przeprowadzili badania trzeźwości kierowcy na miejscu. Krew do analizy pobrano już w szpitalu. Wyniki badań mają pomóc ustalić, czy 18-latek był pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających.
Śledczy podkreślają, że wszystkie okoliczności wypadku są nadal analizowane.



