Dramatyczny apel brata polskiego profesora zabitego w Grecji. Chodzi o dzieci ofiary

Od prawie roku dzieci prof. Przemysława Jeziorskiego, polskiego naukowca związanego z Uniwersytetem Kalifornijskim w Berkeley, przebywają w Grecji pod opieką tamtejszych instytucji.

Rodzina w Polsce podkreśla, że jest gotowa zapewnić im dom, bezpieczeństwo i codzienną opiekę. Mimo to grecki sąd wciąż nie wydał zgody na ich wyjazd do Polski.

Sprawa nabrała jeszcze bardziej poruszającego wymiaru po śmierci matki dzieci, która przebywała w areszcie w związku ze śledztwem dotyczącym śmierci profesora.

Zabójstwo Przemysława Jeziorskiego w Grecji. Sąd nie pozwala na wywiezienie jego dzieci do Polski

Do tragicznego zdarzenia doszło 4 lipca 2025 r. w Agia Paraskevi, na przedmieściach Aten. Przemysław Jeziorski miał wtedy iść na spotkanie ze swoimi dziećmi.

Polski naukowiec, profesor ekonomii i marketingu, od lat był związany ze środowiskiem akademickim w Stanach Zjednoczonych. Według medialnych ustaleń przebywał w Grecji m.in. w związku ze sprawami dotyczącymi opieki nad dziećmi.

Po zdarzeniu greckie służby rozpoczęły postępowanie, w którym zatrzymano kilka osób.

Wśród nich była była żona profesora, Nadia M., której postawiono zarzuty związane z podżeganiem do zabójstwa. Zatrzymano również jej partnera, który według doniesień medialnych miał usłyszeć zarzut bezpośredniego udziału w zdarzeniu.

Sprawa od początku miała wymiar międzynarodowy. Dotyczyła obywatela Polski, naukowca pracującego w USA, a także dzieci posiadających związki prawne i rodzinne z kilkoma krajami.

Najważniejsze wątki sprawy to obecnie:

  • sytuacja dzieci profesora,
  • decyzje greckiego sądu,
  • działania rodziny w Polsce,
  • trwające postępowanie dotyczące śmierci Przemysława Jeziorskiego,
  • kwestia ewentualnego wyjazdu bliźniąt do Gdyni.

Rodzina profesora przekonuje, że dzieci mają w Polsce bliskich, którzy czekają na nie i przygotowali dla nich warunki do życia.

Brat zamordowanego Polaka wydał poruszające oświadczenie

Po śmierci matki dzieci brat Przemysława Jeziorskiego, Łukasz Jeziorski, poleciał do Grecji. Jak wynika z informacji podanych przez Fakt, liczył, że w nowej sytuacji sąd w Atenach przyspieszy decyzję dotyczącą przyszłości dzieci.

Tak się jednak na razie nie stało.

Łukasz Jeziorski opublikował w sieci emocjonalny apel. Podkreślił, że dzieci są z nim związane, chcą jechać do Polski i pytają, kiedy będą mogły opuścić ośrodek.

Z relacji rodziny wynika, że bliźnięta mają w Polsce przygotowane pokoje, bliskich oraz miejsce, w którym mogłyby odzyskać poczucie stabilności.

Brat profesora pyta, co jeszcze musi się wydarzyć, aby wydano zgodę na ich wyjazd. W jego ocenie obecna sytuacja jest wyjątkowo trudna przede wszystkim dla dzieci, które od miesięcy pozostają poza bezpośrednią opieką rodziny mieszkającej w Polsce.

Rodzina podkreśla, że nie chodzi o spór medialny, lecz o dobro dzieci i możliwość zapewnienia im spokojnego, bezpiecznego otoczenia.

„Jak mam im wytłumaczyć…?”

W swoim oświadczeniu Łukasz Jeziorski opisał spotkanie z dziećmi po przyjeździe do Grecji.

Według jego relacji dzieci miały mówić o wyjeździe do Polski, o rzeczach, które chciałyby spakować, oraz o znajomych i codzienności, która czekałaby na nie w Gdyni.

To właśnie ten fragment apelu najmocniej poruszył opinię publiczną. Pokazuje bowiem, że poza procedurami, dokumentami i decyzjami sądowymi, w centrum sprawy pozostają dzieci.

Dla nich ostatnie miesiące były czasem ogromnej niepewności.

Najpierw straciły ojca. Później ich matka została zatrzymana w związku ze śledztwem. Następnie trafiły pod opiekę instytucji w Grecji. Teraz, po śmierci matki, ich sytuacja stała się jeszcze bardziej złożona.

Rodzina w Polsce argumentuje, że dalsze oczekiwanie może pogłębiać poczucie chaosu i braku stabilizacji.

Jednocześnie decyzja w tej sprawie pozostaje po stronie greckich organów. To one muszą rozstrzygnąć, czy dzieci mogą opuścić Grecję i zamieszkać z rodziną w Polsce.

Śledztwo trwa, a sprawa jest traktowana jako wyjątkowo delikatna ze względu na dobro małoletnich.

Polskie służby mają związane ręce

Według informacji podanych przez Fakt, polskie służby mają ograniczone możliwości działania, ponieważ dzieci przebywają poza granicami kraju i posiadają potrójne obywatelstwo: polskie, greckie oraz amerykańskie.

To oznacza, że kluczowe decyzje należą do władz greckich.

Rodzina profesora wskazuje, że w Polsce wszystko zostało przygotowane. W Gdyni na dzieci czekają babcia i wujek. Bliscy zapewniają, że są gotowi zapewnić im codzienną opiekę, wsparcie emocjonalne oraz warunki do powrotu do normalności.

Jak przekazał Fakt, greccy urzędnicy mieli nawet odwiedzić miejsce, w którym dzieci mogłyby mieszkać w Polsce. Mimo to formalnej zgody na ich wyjazd nadal nie ma.

Przyjaciel rodziny, cytowany przez redakcję, określił tę sytuację jako niezrozumiałą. Zwrócił uwagę, że dzieci chcą być z rodziną, a ich bliscy w Polsce deklarują pełną gotowość do opieki.

Sprawa wywołuje duże emocje, ale wymaga ostrożności i odpowiedzialności w relacjonowaniu. W centrum pozostaje dobro dzieci, a nie sensacyjne szczegóły postępowania.

Na obecnym etapie najważniejsze jest ustalenie bezpiecznego i stabilnego rozwiązania dla Zoe i Angelo.

Rodzina Przemysława Jeziorskiego apeluje o pilną decyzję, która pozwoliłaby dzieciom opuścić ośrodek i zamieszkać z bliskimi w Polsce.

Postępowanie w Grecji nadal trwa.

Ostateczne decyzje należą do tamtejszego sądu i odpowiednich instytucji. Bliscy profesora liczą jednak, że sprawa zostanie potraktowana priorytetowo, a głos dzieci i rodziny zostanie wysłuchany.

W takich sprawach najważniejsze są spokój, odpowiedzialność i ochrona najmłodszych.

To właśnie dzieci, które straciły oboje rodziców w dramatycznych okolicznościach, najbardziej potrzebują dziś stabilności, wsparcia i bezpiecznego domu.

Udostępnij, jeśli uważasz, że dobro dzieci powinno być zawsze najważniejsze.

#PrzemysławJeziorski #Grecja #Ateny #Gdynia #Śledztwo #Policja #Rodzina #BezpieczeństwoDzieci #PolacyZaGranicą

Dzieci Przemysława Jeziorskiego wciąż przebywają w Grecji w ośrodku opiekuńczym. Foto: Archiwum Prywatne; Theo TVnews/Youtube / Fakt.pl