Powrót do Polski nie zakończył dramatu Klaudii Uciechowskiej. 24-letnia Studentka nadal jest podłączona do respiratora i przebywa w śpiączce farmakologicznej. Bliscy mogą odwiedzać ją tylko w warunkach ścisłego reżimu sanitarnego. W nowym wpisie mama 24-latki ujawniła, że córka wróciła z Azji z bakteriami. Opowiedziała też o problemach, z którymi nadal mierzą się lekarze i rodzina.

Historia Klaudii poruszyła tysiące Polaków. Dziewczyna wyjechała do Chin, by spełniać swoje marzenia o studiach. Niespodziewanie jej życie zmieniła ciężka choroba i dramatyczne powikłania po operacji potworniaka jajnika. Po tygodniach walki w chińskich szpitalach udało się sprowadzić ją do Polski.
Lekarze zaczęli wszystko od początku
Przed tygodniem rządowy samolot sprowadził ciężko chorą studentkę z Chin do Wrocławia. To tam trwa teraz walka o jej zdrowie. Joanna Uciechowska, mama Klaudii, opublikowała w środę, 10 czerwca nowy wpis na portalu Siepomaga. Choć rodzina odetchnęła z ulgą po powrocie dziewczyny do kraju, lekarze nadal mierzą się z ogromnym wyzwaniem.
Jak poinformowała mama 24-latki, polscy lekarze wciąż mają problem z uzyskaniem pełnej dokumentacji medycznej z Pekinu. Z tego powodu diagnostyka musiała zostać rozpoczęta od początku. — Nadal nie wiemy, jak będą wyglądały najbliższe tygodnie — zaznacza Joanna Uciechowska.
Klaudia przeszła już szereg badań, w tym tomografię komputerową, rezonans magnetyczny, badanie serca oraz niezbędne posiewy. Lekarze chcą porównać ich wyniki z badaniami wykonanymi wcześniej w Chinach.

Klaudia nadal jest podłączona do respiratora
Mama studentki przekazała również informacje o jej obecnym stanie zdrowia.
— Klaudia nadal jest podłączona do respiratora i przebywa w śpiączce farmakologicznej. Ma osobną, pojedynczą salę, w której muszą być zachowane zasady szczególnej ostrożności — napisała.
Rodzina musi przestrzegać rygorystycznych zasad sanitarnych. Jak wyjaśniła Joanna Uciechowska, córka wróciła z Azji z bakteriami, dlatego każda wizyta wymaga zachowania szczególnej ostrożności.

“Najgorsze może już za nami”
Mimo ogromnych trudności w słowach matki nie brakuje nadziei: — Wierzymy, że najgorsze już za nami. Cieszymy się, że córka jest już w Polsce, że możemy ją odwiedzać, mówić do niej i nie musimy już znosić bariery językowej. Ostatnie tygodnie były dla nas istnym koszmarem — napisała.
Kobieta przyznała, że dopiero teraz rodzina może być przy Klaudii każdego dnia i na bieżąco rozmawiać z lekarzami prowadzącymi leczenie.
To może potrwać nawet dwa lata
Mama studentki podkreśla jednak, że powrót do zdrowia będzie długi i kosztowny.
— Wiemy jednak, że leczenie i rehabilitacja mogą potrwać nawet dwa lata i to tak naprawdę dopiero początek. Ale nigdy się nie poddamy. Będziemy walczyć i zrobimy wszystko, żeby odzyskać córeczkę — zapewniła.








