Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w środę na warszawskiej Pradze-Południe. W zalesionym terenie przy Wale Miedzeszyńskim, niedaleko Mostu Poniatowskiego, doszło do tragicznego wypadku.
Na mężczyznę spadło spróchniałe drzewo.
Według wstępnych ustaleń ofiara przebywała w prowizorycznym obozowisku położonym w pobliżu brzegu Wisły. Mężczyzna znajdował się w kryzysie bezdomności i najprawdopodobniej spał, gdy doszło do tragedii.

Alarm podniesiono przed godziną 11.
Ciało odnalazła osoba, która wcześniej pomagała zmarłemu, przynosząc mu jedzenie i wspierając go w codziennym życiu. To właśnie ona natychmiast powiadomiła służby.
Na miejsce skierowano straż pożarną, policję oraz zespół ratownictwa medycznego.
Ratownicy nie mogli już jednak pomóc.

Strażacy musieli wydobywać ciało spod przewróconego pnia. Jak podają służby, wszystko wskazuje na to, że suche i spróchniałe drzewo przewróciło się niespodziewanie wprost na miejsce, w którym przebywał mężczyzna.
— Nie miał praktycznie żadnych szans na ucieczkę — mówią osoby znające okoliczności zdarzenia.
Tożsamość ofiary nie została jeszcze oficjalnie ustalona.

Policjanci zabezpieczyli teren i przeprowadzili oględziny miejsca tragedii. Śledczy badają wszystkie okoliczności zdarzenia, choć na obecnym etapie nic nie wskazuje na udział osób trzecich.
Mieszkańcy okolicy przyznają, że widok przewróconego drzewa był wstrząsający.
Jedna chwila wystarczyła, by doszło do tragedii.




