To miała być zwykła chwila w domu. Kilka sekund później życie 16-letniego Miłosza zawisło na włosku.
Nastolatek z Nowego Targu został ukąszony przez niezwykle niebezpieczną żmiję lewantyńską – jeden z najbardziej jadowitych gatunków węży na świecie. Stan chłopca gwałtownie się pogarszał, a lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie wiedzieli, że liczy się każda minuta.
Problem był jeden.
W Polsce nie było odpowiedniej surowicy.
![]()
Rozpoczęła się dramatyczna akcja ratunkowa, przypominająca scenariusz filmu sensacyjnego. Specjalistyczny preparat trzeba było sprowadzić aż z Monachium. Zorganizowano transport lotniczy, a po wylądowaniu w Krakowie surowica została błyskawicznie przewieziona do szpitala.
Cała operacja kosztowała około 90 tysięcy złotych.
Lekarze nie wahali się ani chwili.
– Kiedy chodzi o życie dziecka, czas jest ważniejszy niż procedury – podkreślali przedstawiciele placówki.
Dzięki szybkiej decyzji i sprawnej organizacji Miłosz otrzymał antidotum już po kilkunastu godzinach od przyjęcia do szpitala. Dziś jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo, a nastolatek wraca do zdrowia.
![]()
Teraz pojawiło się jednak kolejne pytanie.
Kto zapłaci za kosztowną akcję ratunkową?
Narodowy Fundusz Zdrowia poinformował, że pokryje koszty leczenia chłopca, ale nie sfinansuje transportu surowicy z Niemiec. Oznacza to, że rachunek za błyskawiczne sprowadzenie leku nadal pozostaje nierozliczony.
![]()
Szpital zapowiada, że będzie walczył o zwrot poniesionych kosztów.
Tymczasem sprawą zainteresowała się również policja. W mieszkaniu rodziny nastolatka funkcjonariusze znaleźli dwa osobniki żmii lewantyńskiej. Trwa śledztwo dotyczące nielegalnej hodowli tych niebezpiecznych gadów, ponieważ ich posiadanie w Polsce jest zabronione.
Historia Miłosza zakończyła się szczęśliwie.
Ale pytanie o to, kto powinien zapłacić za uratowanie jego życia, nadal pozostaje bez odpowiedzi.
![]()



