To jedna z tych spraw, po których trudno zachować spokój. Czerwiec 2024 roku. Fun Festival w Sosnowcu. Marcin Mizia (†28 l.), piłkarz amator i funkcjonariusz Służby Więziennej z Jastrzębia-Zdroju, przyjechał z narzeczoną posłuchać Beaty Kozidrak. Zwykły wieczór na koncercie. Nagle – agresywna grupa nastolatków. Najpierw pobili 14-latka. Marcin zwrócił im uwagę, żeby zostawili ludzi w spokoju. To wystarczyło.

W ciągu zaledwie 10 sekund został powalony na ziemię jednym ciosem w głowę. Potem – według relacji rodziców i świadków – kopanie, skakanie po głowie. Leżał w kałuży krwi między parkingiem, barierkami a kioskiem. Nie miał dokąd uciec. Zmarł w szpitalu.
Dzisiaj, dwa lata później, rodzice Grażyna i Jacek Miziowie są kompletnie załamani. Nie tylko stratą syna, ale tym, jak polski system traktuje sprawców.
Przed Sądem Rodzinnym w Sosnowcu toczy się sprawa trójki nastolatków: Wiktora, Jakuba i Dominika (w chwili zdarzenia mieli po 16 lat). Ponieważ byli nieletni, odpowiadają według kodeksu rodzinnego, a nie karnego. Maksymalna „kara”? Pobyt w poprawczaku do 21. roku życia.
Gdyby byli dorośli – groziłoby im do 15 lat więzienia.
Rodzice Marcina nie kryją łez na każdej rozprawie. Jacek Mizia mówi wprost: „Jesteśmy bezradni. Nasz syn nie żyje. Państwo polskie pozwala nastolatkom robić, co chcą, bo to tylko dzieci…”
Śledczy ustalili, że sprawcy byli pod wpływem alkoholu, a co najmniej dwóch z nich również anabolików. Szukali okazji do bójki. Rodzice wskazują, że napastników było więcej (nawet pięciu), ale przed sądem odpowiada tylko trójka.
Obrońcy nastolatków wnioskują o łagodne środki wychowawcze – pobyt w schronisku. Podkreślają, że chłopcy uczą się zawodu (cukiernik, stolarz), pracują porządkowo i „przechodzą resocjalizację”.
9 lipca 2026 sąd ma wydać decyzję.
Rodzice pytają publicznie: Co będzie, gdy wyjdą na wolność? Czy dostaną drugą szansę i ją wykorzystają… czy tragedia się powtórzy?
To nie jest tylko sprawa jednej rodziny. To pytanie o sprawiedliwość, odpowiedzialność nieletnich i system, który w imię „dobra dziecka” wydaje się zapominać o ofiarach.
Co Wy o tym sądzicie? Czy w takich przypadkach polskie prawo jest zbyt łagodne dla nieletnich sprawców? Czy 10 sekund katowania człowieka powinno być traktowane jak „wypadek wychowawczy”?
Piszcie w komentarzach – z szacunkiem dla Marcina i jego bliskich.


