CZĘŚĆ 2: Walizka w przedpokoju

Przez kilka sekund patrzyłam tylko na walizkę.

Na rękaw mojej bluzki wystający spod niedopiętego zamka.

Na moje rzeczy wepchnięte byle jak, jakby nie były ubraniami dorosłej kobiety, tylko śmieciami, które ktoś wynosi przed remontem.

Potem spojrzałam na Halinę.

Siedziała na krześle w przedpokoju, trzymając klucze na kolanach.

Moje klucze.

Do mieszkania, za które płaciłam połowę czynszu, połowę rachunków i większość zakupów, bo Paweł ciągle „czekał na lepszy miesiąc”.

— Co pani zrobiła? — zapytałam.

Mój głos był tak spokojny, że sama go nie poznałam.

Halina westchnęła.

— Nie dramatyzuj. Spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Masz kilka dni, żeby ochłonąć u swojej matki.

— U mojej matki?

— No chyba masz gdzie iść.

Dopiero wtedy zobaczyłam Pawła.

Siedział w salonie.

Na kanapie.

Z dłońmi splecionymi między kolanami.

Twarz miał szarą.

Nie patrzył na mnie.

— Paweł — powiedziałam. — Czy ty na to pozwoliłeś?

Poruszył ustami, ale nic nie powiedział.

Halina odpowiedziała za niego.

— Paweł jest zdenerwowany. To dobry syn, nie będzie patrzył, jak jego matka jest upokarzana.

Zamknęłam drzwi.

Powoli.

Bardzo powoli.

— To ja jestem upokarzana w moim własnym mieszkaniu.

Teściowa prychnęła.

— W twoim? Nie rozśmieszaj mnie. Umowa jest na Pawła.

To była prawda.

Kiedy się wprowadzaliśmy, Paweł podpisał umowę najmu, bo akurat ja byłam na delegacji. Od tamtej pory przelewałam mu co miesiąc swoją część, a często więcej, kiedy „chwilowo brakowało”.

Nigdy wcześniej nie użył tego przeciwko mnie.

Ale jego matka właśnie to zrobiła.

— A kto płaci czynsz? — zapytałam.

— Nie wiem i nie interesuje mnie to.

— Mnie interesuje.

Podeszłam do walizki i przykucnęłam.

W środku była moja bielizna, dokumenty z szuflady, ładowarka, dwie bluzki, kosmetyczka, a na wierzchu koperta z moimi paskami wypłat.

Poczułam zimno w żołądku.

— Grzebała pani w moich dokumentach?

Halina wzruszyła ramionami.

— Szukałam tego, co potrzebne. Kobieta powinna mieć porządek w papierach.

— Nie jest pani kobietą od moich papierów.

— Uważaj, Marta.

Wstałam.

— Nie. To pani niech uważa.

Paweł w końcu podniósł głowę.

— Marta, proszę, nie krzycz.

Spojrzałam na niego.

— Ja jeszcze nie zaczęłam.

Halina wstała z krzesła.

— Nie będziesz grozić starszej kobiecie.

— Nie grożę. Informuję. Jeśli jeszcze raz wejdzie pani do mojego mieszkania pod moją nieobecność i dotknie moich rzeczy, składam zawiadomienie na policji.

Halina zamarła.

— Chcesz zgłaszać matkę męża?

— Chcę zgłosić osobę, która weszła do mieszkania i spakowała moje rzeczy bez mojej zgody.

— Ty naprawdę jesteś bezczelna.

— Nie. Ja jestem spóźniona. Powinnam była powiedzieć to dawno temu.

W salonie zrobiło się cicho.

Zza ściany dobiegł dźwięk wiertarki.

Nasz sąsiad z góry remontował łazienkę od czterech miesięcy. Zawsze mnie to irytowało. Tego dnia ten hałas brzmiał prawie normalnie. Jak dowód, że świat za drzwiami nadal ma jakieś zasady.

Halina odwróciła się do Pawła.

— No powiedz coś! Ona mnie straszy policją.

Paweł wstał.

Powoli.

Jak człowiek, który przez całe życie uczył się siedzieć, a teraz nie wie, jak poprawnie wygląda stawanie.

— Mamo — powiedział cicho. — Oddaj klucze.

Halina spojrzała na niego tak, jakby uderzył ją w twarz.

— Co?

— Oddaj klucze.

— Pawełku…

— Oddaj klucze — powtórzył.

Po raz pierwszy tego dnia spojrzałam na niego inaczej.

Nie z wdzięcznością.

Na to było za wcześnie.

Ale z uwagą.

Halina zacisnęła dłoń na pęku kluczy.

— Wychowałam cię. Karmiłam. Pracowałam na ciebie. A teraz ta kobieta każe ci wyrzucać własną matkę?

— Nie ona. Ja.

Słowa były ciche, ale stały.

Halina pobladła.

— Ona cię nastawiła.

Paweł pokręcił głową.

— Nie. Ty po prostu weszłaś do naszego mieszkania i spakowałaś rzeczy mojej żony.

— Bo ona niszczy rodzinę!

Wtedy nie wytrzymałam.

— Jaką rodzinę? Taką, w której dorosła córka robi długi, matka przychodzi po pieniądze synowej, a syn ma siedzieć cicho, bo inaczej jest zdrajcą?

Halina uniosła rękę, ale nie wiedziałam, czy chce wskazać na mnie palcem, czy uderzyć w powietrze.

— Ty jeszcze zapłacisz za ten język.

— Widzi pani — powiedziałam. — Właśnie dlatego teraz oddaje pani klucze.

Paweł wyciągnął rękę.

Przez kilka sekund Halina patrzyła na niego z takim bólem, jakby zabierał jej dom, a nie dostęp do naszej prywatności.

W końcu rzuciła klucze na stolik.

— Proszę bardzo. Bierz. I pamiętaj, że jak ona cię zostawi, do matki nie wrócisz tak łatwo.

Paweł nie odpowiedział.

Podniósł klucze.

— Wyjdź, mamo.

Teściowa wzięła płaszcz z oparcia krzesła.

— Wszystko rozumiem. Żona ważniejsza niż matka. Pieniądze ważniejsze niż rodzina.

— Granice ważniejsze niż szantaż — powiedziałam.

Zatrzymała się w progu.

— Ty nawet nie wiesz, co naprawdę dzieje się z Karoliną.

— Wiem wystarczająco. Ma długi i chce mojej premii.

Halina uśmiechnęła się nagle.

Cicho.

Nieprzyjemnie.

— Gdyby chodziło tylko o premię, byłabyś szczęściarą.

Paweł spojrzał na nią.

— Co to znaczy?

— Nic — odparła szybko.

Za szybko.

Po chwili wyszła, trzaskając drzwiami.

Tynk nie posypał się z sufitu, ale miałam wrażenie, że coś i tak runęło.

Usiadłam na podłodze obok walizki.

Paweł stał naprzeciwko mnie, trzymając klucze.

— Marta…

— Nie teraz.

— Przepraszam.

Spojrzałam na niego.

— Twoja matka miała klucze. Spakowała moje rzeczy. Grzebała w moich dokumentach. A ty siedziałeś na kanapie.

Zacisnął oczy.

— Wiem.

— Nie, Paweł. Ty dopiero zaczynasz wiedzieć.

Chciał coś powiedzieć, ale zadzwonił mój telefon.

Karolina.

Odrzuciłam.

Zadzwoniła drugi raz.

Trzeci.

Czwarty.

W końcu odebrałam i włączyłam głośnik.

— No brawo — syknęła Karolina. — Mama płacze przez ciebie.

— Mama weszła do mieszkania i spakowała moje rzeczy.

— Bo jesteś egoistką.

— A ty jesteś dorosła i masz długi.

— Uważaj, Marta. Bez nas Paweł byłby nikim.

Paweł podniósł głowę.

Karolina mówiła dalej, coraz szybciej, jakby coś w niej pękło:

— Myślisz, że kim on jest? Wszystko, co macie, to przez twoją wypłatę. Bez ciebie on nawet tego mieszkania by nie utrzymał. Mama dobrze mówiła, że trzeba było załatwić sprawę, zanim zaczniesz udawać królową.

— Jaką sprawę? — zapytałam cicho.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

Za długa.

— Karolina — odezwał się Paweł. — Jaką sprawę?

Rozłączyła się.

Patrzyliśmy na telefon.

Nagle wiadomość od nieznanego numeru pojawiła się na ekranie.

„Sprawdź, na kogo naprawdę jest chwilówka Karoliny. I kto ją poręczył.”

Pod wiadomością było zdjęcie umowy.

Nie musiałam otwierać jej do końca, żeby zobaczyć nazwisko.

Paweł Nowak.

Mój mąż zbladł tak bardzo, że przez chwilę bałam się, że zemdleje.

— Ja niczego nie podpisywałem — wyszeptał.

Spojrzałam na niego.

Potem na walizkę.

Potem na ekran telefonu.

I wtedy zrozumiałam, że premia była tylko początkiem.

Oni nie chcieli po prostu pieniędzy.

Chcieli ukryć dług, który już wisiał nad naszym domem.

Ciąg dalszy w części 3…