“Dom zły” w sercu Warszawy. Podczas procesu ujawniono szokujące kulisy

Kłótnie, alkohol i tanie narkotyki w “domu złym”, znajdującym się w samym centrum stolicy, były niemal codziennością. Z czasem w pustostanie zaczęli ginąć ludzie. Ciała, jakby nic się nie stało, przenoszono do innych pomieszczeń, a życie w budynku toczyło się dalej. Przed stołecznym sądem okręgowym pojawiła się mieszkanka budynku przy ul. Grzybowskiej 71, która nie szczędziła szokujących kulis sprawy.

Opuszczona kamienica, położona tuż obok prestiżowego wieżowca Warsaw Spire, stała się miejscem jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich miesięcy. Wszystko wyszło na jaw, gdy na policję zgłosiła się kobieta, która poinformowała funkcjonariuszy, że w budynku jest kilka ciał. Twierdziła również, że mogła być następną ofiarą. Natychmiast do kamienicy skierowano policjantów oraz techników kryminalistycznych. Zwłoki w zaawansowanym stanie rozkładu były przykryte śmieciami.

Grzybowska w Warszawie. Tragedia w cieniu luksusu

Grzybowska 71, choć znajduje się w samym sercu biznesowej Warszawy, od lat była miejscem schronienia dla bezdomnych. Na przełomie 2023 i 2024 r. zginęło tam trzech mieszkańców, a czwarta osoba odebrała sobie życie. Ciała ofiar były ukrywane w pokojach. Śledczy określili kamienicę mianem “domu złego”. W kwietniu 2024 r. jedna z mieszkanek, obawiając się o własne życie, zgłosiła się na policję.

Przed sądem stanął 34-letni Andrij S., samozwańczy parkingowy, działający pod hotelem Marriott (obecnie Presidential). Mieszkańcy Grzybowskiej 71 uważali go za lidera, którego większość się obawiała, zwłaszcza gdy był pod wpływem alkoholu. Podczas pierwszej rozprawy Andrij S. przyznał się do zabójstwa jednego z mężczyzn, Romana, ale zaprzeczył, jakoby chciał zabić drugiego — Bartosza.

Andrij S. twierdził, że Roman groził mu młotkiem oraz śrubokrętem, domagając się pieniędzy. W wyniku tej konfrontacji Andrij zaatakował go nożem kuchennym, a następnie — jak sam przyznał — odciął mu dłonie. Znajdował się wówczas się pod wpływem alkoholu oraz narkotyków. Dłoni Romana nie odnaleziono.

W przypadku śmierci Bartosza P., 34-latek nie zaprzeczał, że go pobił, ale podkreślał, że nie miał zamiaru go zabić. Według śledczych konflikt dotyczył pieniędzy na jedzenie. Bartosz P. został brutalnie pobity, a jego ciało — podobnie jak ciała innych ofiar — ukryto w budynku.

Policja odkryła łącznie cztery ciała: dwa w opuszczonych pokojach, jedno na strychu oraz jedno w piwnicy. Jedna z ofiar miała na szyi pętlę z przeciętym sznurem, co wskazywało na samobójstwo. Pozostałe ciała nosiły ślady pobicia bądź ran kłutych.

Dom zbrodni w centrum stolicy

11 maja br., podczas procesu toczącego się przed Sądem Okręgowym w Warszawie, została przesłuchana kobieta, która mieszkała w “domu złym”. Podczas rozprawy opisała codzienne życie w pustostanie oraz niepokojącą sytuację z udziałem jednego z zamordowanych mężczyzn.

— Tego wieczora piliśmy. Była wódka, piwo i papierosy — opisuje. Dodaje, że następnego dnia Roman miał jechać na widzenie (od redakcji: do aresztu śledczego) do kobiety na Grochów.

— W pewnej chwili Andrij z Romanem zaczęli się kłócić i nie chcieli nas wypuścić z mieszkania. Potem wszystko było dobrze. Dalej pili. Potem Marek powiedział, żeby przenieść się do jego pokoju piętro niżej i tam dalej pić. Następnego dnia rano ktoś zaczął do nas pukać. Przyszedł i pytał, czy nie było u nich Romana — zeznała.

Niedługo później zobaczyli rannego mężczyznę. To miał być właśnie Roman. — Miał zakrwawione nogi. Paweł powiedział, że musimy iść szybko na stację i zadzwonić na pogotowie. Zanim zdążyliśmy cokolwiek zrobić, przyszło dwóch mężczyzn i wyrzucili nas z pokoju. Jeden z nich powiedział, żebyśmy już nie wracali — opisała.

Proces w sprawie Grzybowskiej 71

Wyjaśniła również, że przez tydzień nie wracała do pustostanu. Ostatni raz pojawiła się tam pod koniec stycznia 2024 r. Wspomina, że podczas jednej z wizyt jej koleżanka zapowiedziała, że zgłosi wszystkich na policję, jednak nie rozmawiały o ciałach.

Podkreśliła również, że ze względu na nogę w gipsie nie mogła poruszać się po wyższych piętrach budynku. O zmarłych miała dowiedzieć się z relacji innych osób.

Z aktu oskarżenia wynika, że Andrij S. i Ion B. mieli zaatakować swoją ofiarę z wyjątkową brutalnością: jeden używał tasaka, drugi — noża. Według ustaleń śledczych napastnicy zadali Romanowi Z. kilkadziesiąt ciosów w tułów, głowę, ręce i nogi. Sekcja zwłok wykazała również obecność fragmentów szkła w szyi ofiary.