Do tragicznego zdarzenia doszło 6 maja w Glacier National Park w stanie Montana w Stanach Zjednoczonych. 33-letni Anthony Pollio, katolicki diakon z Florydy, zginął podczas samotnej wyprawy w góry.
Mężczyzna był doświadczonym turystą i miłośnikiem natury. Pracował przy utrzymaniu szlaków i parków narodowych w różnych częściach kraju. W ostatnich tygodniach odwiedził m.in. Wielki Kanion, Yellowstone oraz Grand Teton.
Nic nie wskazywało na nadchodzącą tragedię.

Ostatnia rozmowa z rodziną
Tuż przed utratą kontaktu Anthony Pollio zadzwonił do swojego ojca. Jak relacjonował Arthur Pollio w rozmowie z amerykańskimi mediami, syn opowiadał o trasie i przebiegu wyprawy.
Na zakończenie rozmowy powiedział tylko:
„Love you” („Kocham cię”).
Były to jego ostatnie słowa.
Śledczy badają okoliczności
Ciało 33-latka odnaleziono kilka dni później, w pobliżu szlaku Mt. Brown Trail. Znajdowało się w niewielkiej odległości od trasy turystycznej.
Według wstępnych ustaleń służb, obrażenia wskazują na możliwy atak dzikiego zwierzęcia. Ostateczne potwierdzenie ma przynieść sekcja zwłok.
Władze parku podkreślają, że sprawa jest nadal analizowana, a śledczy ustalają dokładny przebieg zdarzeń.

Rzadki przypadek w parku
Jeśli potwierdzą się wstępne ustalenia, będzie to pierwszy śmiertelny atak niedźwiedzia w Glacier National Park od 1998 roku.
Ostatni przypadek obrażeń związanych ze spotkaniem z niedźwiedziem odnotowano tam w sierpniu 2025 roku.

Doświadczony turysta
Rodzina podkreśla, że Anthony Pollio miał duże doświadczenie w poruszaniu się po dzikich terenach. Znał zasady bezpieczeństwa i nie unikał wymagających tras.
Jego ojciec przypuszcza, że syn mógł zostać zaskoczony przez zwierzę w nieprzewidzianych okolicznościach.
Trwa wyjaśnianie sprawy
Na ten moment nie wiadomo jeszcze, jaki gatunek niedźwiedzia mógł być odpowiedzialny za zdarzenie ani co dokładnie wydarzyło się na szlaku.
Śledztwo w tej sprawie jest w toku.




