Śledztwo w sprawie tragicznego wypadku, w którym zginął poseł Łukasz Litewka, wciąż trwa. Prokuratura analizuje nie tylko sam przebieg zdarzenia, ale także okoliczności związane z życiem i przeszłością 57-letniego Sławomira K., kierowcy Mitsubishi, który śmiertelnie potrącił polityka.
Śledczy podkreślają jednak jedno: na obecnym etapie nie ma podstaw, by mówić o politycznym tle tragedii.
Prokuratura bada szerszy kontekst sprawy
Jak informuje „Fakt”, Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu sprawdza przeszłość podejrzanego. Rzecznik prokuratury Bartosz Kilian wyjaśnił, że śledczy konsekwentnie rekonstruują okoliczności, które mogą pomóc w ocenie postawy Sławomira K. oraz jego nastawienia do zarzucanego mu czynu.
To standardowy, ale ważny element postępowania. Prokuratura chce ustalić nie tylko, jak doszło do wypadku, lecz także czy w zachowaniu podejrzanego przed tragedią można znaleźć informacje istotne dla oceny całej sprawy.
Według ustaleń medialnych Sławomir K. w przeszłości pracował m.in. w Poczcie Polskiej oraz w zakładzie przeróbki odpadów. Miał także angażować się w działalność związaną z wyborami i lokalną polityką.
Polityczna aktywność kierowcy
Z informacji podawanych przez media wynika, że Sławomir K. w 2006 roku startował w wyborach samorządowych do rady miejskiej w Sosnowcu z listy koalicji lewicy. Później przez lata miał pracować przy organizacji wyborów jako członek lub przewodniczący obwodowych komisji wyborczych.
W różnych latach był zgłaszany przez różne komitety, od lewicy po ugrupowania centrowe i prawicowe. Prokuratura nie potwierdza jednak, by te informacje wskazywały na jakikolwiek motyw polityczny.
To ważne, ponieważ po śmierci posła w internecie pojawiło się wiele spekulacji. Śledczy podkreślają, że teorie spiskowe nie znajdują obecnie potwierdzenia w zebranym materiale.
Tragiczny wypadek w Dąbrowie Górniczej
Do wypadku doszło 23 kwietnia 2026 roku na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Łukasz Litewka jechał rowerem, gdy doszło do czołowego zderzenia z samochodem marki Mitsubishi.
Według ustaleń śledczych Sławomir K. był sam w pojeździe. Auto nie miało urządzeń rejestrujących, a mimo apeli prokuratury nie zgłosił się świadek, który widziałby sam moment uderzenia.
To właśnie brak bezpośredniego świadka i brak nagrania sprawiają, że rekonstrukcja zdarzenia jest dla śledczych szczególnie istotna.
Kierowca nie potrafi wyjaśnić, dlaczego zjechał z toru jazdy
Sławomir K. przyznaje się do nieumyślnego spowodowania wypadku. Według relacji medialnych utrzymuje jednak, że nie potrafi logicznie wyjaśnić, dlaczego kierowany przez niego samochód zjechał na przeciwległy pas i uderzył w rowerzystę.
Prokuratura zleciła ekspertyzy, które mają pomóc ustalić przebieg zdarzenia. Analizowany ma być również stan zdrowia podejrzanego.
Śledczy wskazują, że wyjaśnienia kierowcy nie są w pełni zgodne z dotychczasowymi ustaleniami prokuratury. To jeden z powodów, dla których sprawa nadal budzi tak duże emocje.
Co dalej ze śledztwem?
Na obecnym etapie Sławomir K. pozostaje podejrzanym o nieumyślne spowodowanie śmiertelnego wypadku. Ostateczna ocena jego odpowiedzialności będzie należała do sądu.
Jednocześnie prokuratura zaznacza, że badanie przeszłości kierowcy nie oznacza automatycznie potwierdzenia żadnych teorii pojawiających się w internecie. To element szerszego postępowania, które ma odpowiedzieć na najważniejsze pytanie:
dlaczego samochód nagle znalazł się na torze jazdy rowerzysty?
Śmierć Łukasza Litewki poruszyła opinię publiczną, ale śledczy apelują o trzymanie się faktów. W tej sprawie wciąż więcej jest pytań niż ostatecznych odpowiedzi.



