Ośmioletni Mateusz Domaradzki zaginął zimą 2006 r. Wyszedł pozjeżdżać na desce w Rybniku i przepadł bez śladu. Nigdy go nie odnaleziono. Choć w tej sprawie zapadł wyrok skazujący dwóch kuzynów za gwałt i morderstwo chłopca, jego matka wciąż nie wierzy, że prawda została odkryta. — No i co, że siedzą? A czy oni są winni? — pyta Barbara Domaradzka. — Ktoś wie, co stało się z moim synem i do dziś milczy.
Barbara Domaradzka czeka już 20 lat na prawdę. Budzi się każdego dnia z dłonią przyciśniętą do serca i tak samo zasypia. To gest, który stał się odruchem — jakby chciała upewnić się, że to, co boli, wciąż tam jest.
Mateusz Domaradzki zaginął 20 lat temu. Wyszedł z deską pozjeżdżać na górce
— Pomodlę się za niego… a potem idę dalej — mówi spokojnie Barbara Domaradzka, mama Mateusza. — To już tyle lat, gdy wyszedł z domu pozjeżdżać na pomarańczowej desce na pobliską “Deptę” (tak nazywają górkę — przyp. red.).
Był 6 lutego 2006 r. W tym czasie w Rybniku trwały ferie zimowe. Solidnie sypnęło śniegiem. Mateusz wyszedł z domu i już nigdy nie wrócił. Rozpoczęła się dramatyczna akcja poszukiwawcza. Rodzina, sąsiedzi, policja, strażacy — wszyscy przeczesywali teren metr po metrze. Poproszono o pomoc nawet jasnowidza. Zdjęcie chłopca opublikowały wszystkie media, a plakaty rozklejano na każdym słupie. Zima nie sprzyjała poszukiwaniom, a najbliżsi liczyli, że niebawem dziecko się odnajdzie. Niestety, nie znaleziono ani dziecka, ani żadnych tropów.
— Przecież nawet ta deska by była… Cokolwiek — mówi dziś jego mama. — Ludzie chodzą po tych lasach co roku. I nic. Kompletnie nic nie znaleziono przez te lata.
Dwaj kuzyni skazani za morderstwo. Matka ma wątpliwości
Krótko po zaginięciu Mateusza pojawiły się sygnały, że w okolicy grasuje niebezpieczny człowiek, który zaczepia dzieci. Śledczy poszli tym tropem. Skupili się na mężczyznach, którzy interesowali się dziećmi. 9 marca 2006 r. zatrzymali dwóch kuzynów: Łukasza N. (miał wtedy 21 l.) i Tomasza Z. (miał wtedy 25 l.). Młodszy był osobą z niepełnosprawnością intelektualną. Mężczyźni co chwila zmieniali zeznania — raz przyznali się do zabójstwa Mateusza, innym razem temu zaprzeczali. Ich wersje zdarzeń były różne. Mówili, że zakopali go gdzieś w lesie, ale mimo poszukiwań i wizji lokalnych nie udało się znaleźć ciała chłopca. Ostatecznie obaj zostali skazani prawomocnym wyrokiem na 25 lat więzienia za gwałt i morderstwo Mateusza Domaradzkiego.
W trakcie odsiadki otrzymali jeszcze inne wyroki. — Łukasz N. aktualnie odbywa karę w Rawiczu, z więzienia wyjdzie w 2031 r. Natomiast Tomasz Z. skończy odsiadkę w 2033 r., wtedy opuści mury więzienia we Wrocławiu — powiedział “Faktowi” Gwidon Jaworski, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Katowicach.



