Umierały na stojąco. Dorzucał tylko więcej słomy, żeby to ukryć. Wieś milczy

Makabra na posesji w Landeku na Śląsku. W gospodarstwie Pawła J. (40 l.), miejscowego strażaka ochotnika, odkryto cmentarzysko martwych krów i byków. Zwierzęta zostały zagłodzone — to wstępne ustalenia śledczych. Przeżyła tylko jedna krowa. Ludzie we wsi twierdzą, że o niczym nie wiedzieli. Nikt publicznie nie chce potępić podejrzanego.

Cmentarzysko zwierząt hodowlanych w oborze strażaka z Landeka, gm. Jasienica.
Cmentarzysko zwierząt hodowlanych w oborze strażaka z Landeka, gm. Jasienica. Foto: Rafał Klimkiewicz / Edytor

Landek to niewielka, malownicza wieś w gminie Jasienica. 15 maja w gospodarstwie Pawła J. zaroiło się od służb i urzędników. We wsi gruchnęła wiadomość o makabrycznym odkryciu. Mężczyzna jest jednym z ostatnich rolników we wsi.

— Na miejscu, po wstępnym przeszukaniu, oprócz żywej krowy natknęliśmy się na truchło kolejnej krowy. To był początek. Byliśmy przygotowani do interwencji. Pojawił się patrol z psem tropiącym — mówi podkom. Sławomir Kocur rzecznik policji w Bielsku-Białej. Śledczy mieli podejrzenia, że w zalegającym oborniku znajdują się szczątki zwierząt. Urząd Gminy w Jasienicy zorganizował koparkę, która odkopywała martwe bydło zmieszane z odchodami i słomą.