To miała być podróż życia. Egzotyczna wyprawa po Azji, nowe miejsca i spełnienie marzeń. Nikt nie przypuszczał, że jeden wieczór na Filipinach zamieni wszystko w dramat, który trwa już ponad dwa lata.
Piotr Moczulski podczas pobytu na Filipinach uczestniczył w poważnym wypadku skuterowym. Doszło do czołowego zderzenia, po którym mężczyzna stracił przytomność. Według relacji rodziny pomoc medyczna dotarła z dużym opóźnieniem, a cenny czas został bezpowrotnie stracony.
Skutki okazały się tragiczne. Piotr doznał rozległych obrażeń i ciężkiego urazu mózgu. Przez długi czas pozostawał w śpiączce. Dziś oddycha przez tracheostomię i jest karmiony przez PEG. Mimo to bliscy podkreślają, że reaguje na otoczenie.
— Otwiera oczy, czasami się uśmiecha, czasami płacze. Widać, że jest z nami — mówi jego brat.
Największym problemem pozostaje jednak powrót do Polski. Rodzina od miesięcy walczy o zorganizowanie specjalistycznego transportu medycznego. Początkowo rozważano lot rejsowy, ale stan zdrowia Piotra wykluczył taką możliwość. Linie lotnicze odmówiły przewozu.
Jedyną szansą jest medyczny odrzutowiec wyposażony w specjalistyczny sprzęt i personel. Koszt takiej operacji szacowany jest na około 270 tys. euro, czyli ponad milion złotych.
Tymczasem rachunki za leczenie stale rosną, a rodzina nie ukrywa, że bez pomocy ludzi dobrej woli sprowadzenie Piotra do kraju może okazać się niemożliwe.
Najbardziej cierpi jego mama, która od miesięcy może oglądać syna jedynie na nagraniach przesyłanych przez opiekunów. Bliscy mają tylko jedno marzenie — aby Piotr wrócił do Polski i mógł być leczony wśród najbliższych.

