15 lat temu, w marcu 2010 r. w Cieszynie, znaleziono pływające w stawie zwłoki 2-letniego chłopczyka. Przez dwa lata nie wiadomo było, kim jest to maleństwo. Przełom w sprawie nastąpił w 2012 r. Okazało się, że to Szymonek z Będzina. Jego rodzice, którzy go zakatowali, zostali skazani na wieloletnie więzienie. Matka dziecka Beata Ch. za trzy miesiące kończy odbywać karę. Wiemy, kiedy dokładnie wyjdzie na wolność. Czy wróci do Będzina? — Do mojego domu jej nie wpuszczę —

Ta sprawa była jedną z najbardziej wstrząsających na Śląsku w ostatnich latach. 19 marca 2010 r. w stawie w Cieszynie znaleziono zwłoki maluszka. Ubrany w czerwoną kurteczkę, śliczny blond aniołeczek z przegryzioną od bólu wargą. Trzy tygodnie leżał w wodzie. Od razu było wiadomo, że nie był to nieszczęśliwy wypadek. Nikt dziecka nie szukał. Sekcja zwłok wykazała, że był ofiarą okrucieństwa. Zmarł od urazu jamy brzusznej.
Rodzice Szymonka wywieźli jego ciało i wrzucili do stawu. Za trzy miesiące matka wyjdzie z aresztu
Policjanci przeczesywali tysiące domów i sprawdzali, czyje to było dziecko. Przez dwa lata nic nie ustalili. Przełom nastąpił dopiero w czerwcu 2012 r. Anonimowy telefon Do MOPS-u w Będzinie pozwolił pchnąć sprawę do przodu. Wtedy okazało się, że chłopczyk z Cieszyna to 22-miesięczny Szymonek z Będzina.
Jego rodzice Jarosław R. (wówczas miał 42 l.) i Beata Ch (wówczas 41 l.) byli odpowiedzialni za śmierć. Przerzucali się winą, kto zadał cios w brzuch, który skutkował śmiercią Szymonka. Przez trzy dni patrzyli, jak malec, wijąc się z bólu, konał w męczarniach. Ciosy spowodowały, że dziecku pękło jelito cienkie, doszło do powikłań. Z bólu Szymuś odgryzł sobie kawałek wargi… Potem spakowali ciało Szymonka do torby i zawieźli 100 km dalej, wyrzucają zwłoki do stawu. W drodze towarzyszyła im dwójka małych córeczek: Natalka (miała wtedy roczek) i Wiktoria (4 l.).
Jarosław R. i jego konkubina Beata Ch., po latach procesów, w 2018 r. zostali prawomocnie skazani. Kobieta na 13 lat więzienia, ojciec Szymonka na 15 lat (kara liczy się od dnia zatrzymania ich w 2012 r.). Jak udało nam się ustalić, kobieta za trzy miesiące opuści mury Zakładu Karnego w Grudziądzu. Sąd penitencjarny w Toruniu potwierdził nam, że nigdy nie starała się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.
— Skazana kończy odbywać karę 20 czerwca br. i tego dnia powinna opuścić zakład karny — mówi sędzia Gwidon Jaworski, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Katowicach. — Jeśli chodzi o Jarosława R., to kara kończy mu się dopiero 17 grudnia 2027 r.
Babcia Szymonka bardzo za nim tęskni
Na rozmowę z “Faktem” zdecydowała się babcia Szymonka. Pani Zenobia (76 l.) po raz pierwszy od 15 lat zabrała głos w tej sprawie. Opowiedziała nam, jak bardzo tęskni nie tylko za Szymonkiem, ale i za jego siostrzyczkami, które po tej tragedii trafiły do rodziny adopcyjnej.

— Tak bardzo kochałam Szymonka, mówiłam do niego “jesteś taki malutki, jak kurka”. On tak się do mnie tulił, całował po policzkach. Pamiętam, jak w Wigilię śpiewał mi do ucha — opowiada pani Zenobia. — Beata nie była dobrą matką, mówiła ludziom, że on jest nieporadny, a on był tylko wcześniakiem. Długo w szpitalu leżał. Ja nie widziałam w nim, żeby coś mu dolegało, sam chodził, jedynie co, to mało mówił.
Babcia chłopczyka płacze, opowiada, że 14 kwietnia tego roku Szymuś skończyłby 17 lat. — Bardzo mi go brakuje — mówi starsza pani.
“Gdy pytałam, gdzie jest Szymuś, mówili, że u dziadka”
Lata nie ukoiły bólu w sercu babci. Kobieta próbowała sobie jakoś radzić. — Jeszcze w ubiegłym roku pracowałam, by być między ludźmi i nie popaść w rozpacz. Syn w areszcie, córka mi zmarła w 2020 r., jestem sama jak palec — mówi pani Zenobia. Wspomina ten czas, gdy sprawa z Szymonkiem ujrzała światło dzienne.
— Na początku nic złego nie przypuszczałam. W 2010 r. nawet nie wiedziałam, że znaleziono dziecko w stawie. Cały czas pracowałam, by pomagać Jarkowi i Beacie. Gdy pytałam ich o Szymusia, gdzie jest, mówili, że jest u dziadka w Mysłowicach (ojca Beaty — przyp. red.). Pokazywali mi jego zdjęcia w telefonie, więc wierzyłam.
Zamiast ślubu i chrzcin był areszt. Niedoszła synowa zmieniła nazwisko
Starsza pani dowiedziała się o tragicznym losie swojego wnuka dopiero w czerwcu 2012 r. — Policja do mnie zapukała. Prosili o rysopis. Miałam dwa zdjęcia Szymonka, jedno im dałam. Byłam w szoku, jak mi powiedzieli, co się stało. Nie wierzyłam, przecież Jarek i Beata mieli brać ślub niebawem i chrzcić Szymusia i Natusię. Tylko Wiktoria była ochrzczona — dodaje pani Zenobia.
Mimo upływu lat kobieta wciąż cierpi: — Mój syn bardzo żałuje tego, co się stało, ale ona raczej nie. Wie pani, moja niedoszła synowa napisała mi list z więzienia, zmieniła nazwisko i imię, już nie jest Beatą, syn mi powiedział, że teraz nazywa się Lena. Napisała jedno zdanie, by jej przysłać zdjęcia dzieci, nie zrobiłam tego, nie chcę jej znać. W moim domu nie ma dla nie


