Matka zamordowanego Szymonka wyszła z więzienia. Po 13 latach jest już na wolności

Ta sprawa przez lata wstrząsała całą Polską. Mały Szymonek z Będzina miał zaledwie 22 miesiące, gdy zginął w okrutnych okolicznościach. Jego ciało znaleziono w marcu 2010 r. w stawie w Cieszynie. Przez długi czas nikt nie wiedział, kim jest chłopiec w czerwonej kurteczce.

Dziś historia wraca. Beata Ch., matka dziecka, zakończyła odbywanie 13-letniej kary więzienia i wyszła na wolność.

Matka Szymonka opuściła więzienie

Beata Ch. spędziła za kratami 13 lat. Została skazana za udział w tragedii, która do dziś budzi ogromne emocje. Według ustaleń śledczych, za śmierć chłopca odpowiadali jego rodzice — Beata Ch. i Jarosław R.

Ojciec dziecka usłyszał wyższy wyrok. Jego kara ma zakończyć się dopiero w grudniu 2027 r.

Matka Szymonka miała opuścić Zakład Karny w Grudziądzu po odbyciu pełnej kary. Jak wynika z ustaleń mediów, nie starała się wcześniej o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Ciało dziecka znaleziono w stawie. Nikt go nie szukał

19 marca 2010 r. w Cieszynie przypadkowo odkryto ciało małego chłopca. Dziecko miało na sobie czerwoną kurteczkę. Przez wiele tygodni leżało w wodzie.

Już wtedy śledczy wiedzieli, że nie był to zwykły wypadek. Najbardziej przerażające było jednak to, że nikt nie zgłosił zaginięcia dziecka. Nikt go nie szukał.

Policjanci sprawdzali tysiące domów, analizowali zgłoszenia i próbowali ustalić tożsamość chłopca. Przełom nastąpił dopiero po dwóch latach. Anonimowy telefon do MOPS-u w Będzinie sprawił, że śledczy trafili na trop rodziny Szymonka.

Wtedy wyszło na jaw, że chłopiec znaleziony w Cieszynie to 22-miesięczny Szymon z Będzina.

Rodzice przerzucali się winą

Śledztwo wykazało, że dziecko zmarło po urazie jamy brzusznej. Rodzice przez długi czas mieli przerzucać się odpowiedzialnością za to, kto zadał cios, który doprowadził do śmierci chłopca.

Po śmierci dziecka ciało zostało przewiezione daleko od domu i porzucone w stawie. Sprawa od początku poruszała opinię publiczną nie tylko przez okoliczności zbrodni, ale też przez chłód i milczenie dorosłych, którzy przez wiele miesięcy ukrywali prawdę.

Babcia Szymonka nigdy nie zapomniała

Najbardziej bolesny głos w tej historii należy do babci chłopca, pani Zenobii. Kobieta po latach przyznała, że wciąż tęskni za wnukiem i jego siostrami, które po tragedii trafiły do adopcji.

Przez długi czas nie wiedziała, co stało się z Szymonkiem. Gdy pytała o dziecko, miała słyszeć, że chłopiec przebywa u dziadka. Wierzyła w te tłumaczenia, bo rodzice pokazywali jej zdjęcia dziecka w telefonie.

Prawda przyszła dopiero wtedy, gdy do jej drzwi zapukali policjanci.

Dla babci był to cios, z którego nie podniosła się do dziś. Wspominała, że Szymonek był czułym, małym chłopcem, który tulił się do niej i całował po policzkach. Dziś zostały jej po wnukach tylko pamiątki i wspomnienia.

Zmieniła imię i nazwisko

Według relacji babci, Beata Ch. po latach miała zmienić imię i nazwisko. Nie jest już Beatą. Ma posługiwać się imieniem Lena.

Ten szczegół szczególnie poruszył opinię publiczną. Dla jednych to próba rozpoczęcia nowego życia po odbyciu kary. Dla innych — symboliczna ucieczka od przeszłości, której nie da się wymazać żadnym dokumentem.

Babcia Szymonka nie ukrywała, że nie chce mieć z dawną synową żadnego kontaktu. Mówiła wprost, że nigdy jej nie wybaczyła.

Czy po takiej zbrodni można zacząć od nowa?

Formalnie Beata Ch. odbyła karę. Prawo pozwala jej wyjść na wolność i żyć poza więzieniem. Ale ta sprawa pokazuje, że społeczny wyrok często trwa znacznie dłużej niż ten sądowy.

Szymonek nie dostał szansy dorosnąć. Jego siostry straciły rodzinę. Babcia do dziś żyje z bólem, tęsknotą i pytaniami, na które nie ma dobrej odpowiedzi.

Po 13 latach matka chłopca wyszła zza krat. Jednak pamięć o dziecku w czerwonej kurteczce nadal zostaje z tymi, którzy nie potrafią zapomnieć tej historii.

Czy odbyta kara naprawdę zamyka taką sprawę — czy są zbrodnie, po których społeczeństwo nigdy nie przestaje pytać o sprawiedliwość?