Łukasz Litewka miał 36 lat. Dla jednych był posłem. Dla innych społecznikiem, człowiekiem od zwierząt, akcji pomocowych i spraw, których wielu polityków nawet nie zauważało.
23 kwietnia jego życie skończyło się na ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Jechał rowerem. Wtedy doszło do czołowego zderzenia z mitsubishi, którym kierował 57-letni Sławomir K.
I właśnie ta sprawa wraca dziś z nowym, niepokojącym wątkiem.

Prokuratura sprawdza przeszłość podejrzanego kierowcy. Nie po to — jak podkreślają śledczy — by podsycać internetowe teorie spiskowe, bo tło polityczne zostało wykluczone. Chodzi o coś innego: o zbadanie jego nastawienia, linii życiowej i wszystkiego, co może pomóc ocenić okoliczności tragicznego wypadku.
Bo w tej sprawie nadal jest wiele znaków zapytania.
Nie było naocznych świadków samego momentu uderzenia.
Auto nie miało urządzeń rejestrujących.
Podejrzany przyznaje się do nieumyślnego spowodowania wypadku, ale twierdzi, że nie potrafi logicznie wyjaśnić, dlaczego jego samochód zjechał z toru jazdy na przeciwległy pas i uderzył w rowerzystę.
Prokuratura mówi jednak jasno: jego wyjaśnienia są rozbieżne z ustaleniami śledczych.
I to właśnie ten fragment powinien zatrzymać każdego.
Bo jeśli człowiek ginie na drodze, jeśli nie ma świadków, jeśli sprawca mówi, że nie wie, dlaczego zjechał z pasa, a śledczy widzą rozbieżności — to społeczeństwo ma prawo pytać, czy naprawdę poznaliśmy całą prawdę.
Kim był Sławomir K.?
Co działo się w chwili wypadku?
Czy zawiodła koncentracja, zdrowie, technika, przypadek, czy coś jeszcze?
I dlaczego do dziś nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, które dla bliskich Łukasza Litewki musi być najboleśniejsze: dlaczego on zginął?
Fakt ujawnił, że podejrzany od lat był w różny sposób zaangażowany przy wyborach. Startował w wyborach samorządowych, pracował w obwodowych komisjach wyborczych, był zgłaszany przez różne komitety — od lewicy po Konfederację.
Prokuratura odcina się od teorii politycznych, ale bada przeszłość kierowcy w ramach szerszej oceny sprawy.
I tu pojawia się kolejny punkt zapalny.
Sławomirowi K. grozi do 5 lat więzienia. Prawo dopuszcza też możliwość dobrowolnego poddania się karze, choć na razie nie ma takiego wniosku.
Do 5 lat.
Za śmierć 36-letniego człowieka.
Za tragedię, która zabrała życie posła, społecznika i człowieka, którego działalność znały tysiące Polaków.
Czy to naprawdę wystarczy, jeśli śledztwo potwierdzi odpowiedzialność kierowcy?
Czy taka kara może dać poczucie sprawiedliwości rodzinie, przyjaciołom i ludziom, dla których Litewka był kimś więcej niż nazwiskiem z Sejmu?
Najgorsze w tej sprawie jest to, że wciąż zostaje pustka.
Nie ma nagrania.
Nie ma świadka samego uderzenia.
Nie ma jasnego wyjaśnienia ze strony podejrzanego.
Jest śmierć człowieka i pytanie, czy system potrafi dojść do prawdy wtedy, gdy brakuje najważniejszych dowodów.
Łukasz Litewka nie wróci już do swoich akcji, zwierząt, ludzi, którym pomagał, ani do spraw, które nagłaśniał.
Ale sprawa jego śmierci nie może zostać zamknięta półodpowiedziami.
Bo jeśli kierowca mówi: „nie wiem, dlaczego zjechałem z pasa”, to śledczy muszą zrobić wszystko, by odpowiedzieć za niego.
Czy Waszym zdaniem kara do 5 lat więzienia za śmiertelne potrącenie człowieka może być wystarczająca?
I czy w tej sprawie prokuratura powinna ujawnić jak najwięcej ustaleń, żeby przeciąć domysły, ale jednocześnie nie nakręcać teorii spiskowych?
#ŁukaszLitewka #DąbrowaGórnicza #Wypadek #Prokuratura #Śląsk #Sprawiedliwość #SławomirK #Polska #Drogi #Śledztwo


