Zakopali ich żywcem. Jeden zmarł na trumnie, drugi cudem ocalał Katarzyna Krzyżak-Litwińska

Przemoc jest nieobca mieszkańcom Boliwii. Tu wielu ludzi żyje i rozlicza się z innymi na własną rękę. Porwania, tortury i morderstwa zwykle przechodzą bez większego echa. Jednak sprawa pochowania żywcem nastolatka rozpaliła opinię publiczną i była szeroko opisywana w światowych mediach. Santos Ramos został zamordowany początkiem czerwca 2013 r. Zginął na pogrzebie młodej kobiety. Żałobnicy wrzucili go na jej trumnę i zakopali żywcem. Na czołówkach gazet nie tylko w Boliwii pojawiła się też szokująca informacja o studencie Victorze, który został porwany i w ramach rytuału zakopany żywcem w grobie w 2022 r. Młody mężczyzna cudem ocalał.

Krwawe wyroki, egzekucje na własną rękę

Boliwia to jeden z najbiedniejszych krajów Ameryki Południowej. Trudne warunki i często niewydolny system państwa sprawiają, że w wielu regionach (nie)sprawiedliwość wymierzana jest przez mieszkańców. Choć nazwa stolicy Boliwii — La Paz w języku hiszpańskim oznacza pokój, to w samym mieście nie jest spokojnie. Jeszcze gorzej jest na prowincjach, gdzie “wyroki” wydają członkowie lub krewni rodzin ofiar, a wykonawcami nie raz są całe lokalne społeczności. Lincze to nie jedyna forma przemocy, która trawi Boliwię.

Takiej sytuacji sprzyja zapis w Konstytucji Boliwii z 2009 r., w której uznano rdzenny wymiar sprawiedliwości i pozwolono, by przywódcy lokalnej społeczności mogli wymierzać kary. Choć według litery prawa dotyczy to tylko drobnych wykroczeń, to miejscowi kacykowie ferują wyroki także w poważniejszych przestępstwach. Okrutne lincze i samosądy nie są marginalnymi przypadkami. Eksperci mówią o niej “przemoc zrutynizowana”.

Od lat widać tu wzrost kobietobójstwa i dzieciobójstwa. Wśród ofiar nie brakuje także młodych mężczyzn. Sprawcy często są nieuchwytni, a funkcjonariusze policji i śledczy nie zawsze są chętni do udzielania pomocy. Przykładem mogą być historie dwóch mężczyzn, którzy zostali zakopani za życia. 17-letni Santos stracił życie wrzucony do grobu i pochowany żywcem. Student Victor miał więcej szczęścia — udało mu się wydostać z trumny i uciec.

Żałobnicy porwali go i zakopali żywcem na pogrzebie

Świętowanie pierwszej niedzieli czerwca w 2013 r. w niewielkiej wsi Colquechaca przerwała wieść o morderstwie. Ofiarą okazała się 35-letnia kobieta. Dokładne okoliczności śmierci nie zostały podane do medialnej wiadomości. Wiadomo, że Leandra Aras Janco została zgwałcona i pozbawiona życia przez nieznanego na początku sprawcę. Lud Keczua, zamieszkujący tę pięciotysięczną osadę, miał jednak już swoje podejrzenia. W społeczności zawrzało. Policja dość szybko wytypowała podejrzanego. Jak powiedział później w lokalnych mediach prokurator prowincji Potosi, pod którego jurysdykcją znajduje się wieś, wszystko wskazywało na to, że śmiertelnej w skutkach napaści dokonał 17-letni sąsiad Leandry.

Wzburzeni mieszkańcy postanowili wziąć sprawę we własne ręce. Choć, jak podkreślał prokurator Jose Luis Barrios, nastolatek nie miał jeszcze statusu oskarżonego, a śledztwo było w toku, lokalsom taka informacja wystarczyła, by wydać swój własny wyrok. Plan został uknuty szybko. Samosąd na Santosie Ramosie miał odbyć się w dniu pogrzebu tragicznie zmarłej pani Janco. W środę, kiedy miały odbyć się uroczystości żałobne, kilkaset osób (najpewniej około 200), udało się do domu 17-latka i wywlekło go na zewnątrz. Santos został obezwładniony i związany.