Proces Sebastiana M. znów wywołał ogromne emocje. Tym razem przed sądem pojawił się były pracownik oskarżonego, który opowiedział o podróżach służbowych ze swoim szefem. Jego słowa wstrząsnęły wszystkimi obecnymi na sali.
Świadek przyznał, że Sebastian M. wielokrotnie jeździł w skrajnie niebezpieczny sposób. Jedna z sytuacji szczególnie zapadła mu w pamięć. Podczas przejazdu trasą między Warszawą a Białymstokiem licznik miał wskazać aż 304 km/h.
— Zapamiętałem tylko, jak drzewa zaczęły dosłownie znikać za szybą. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem — relacjonował były pracownik.
Mężczyzna wyznał również, że w pewnym momencie zapytał swojego szefa, czy zdaje sobie sprawę z tego, że ma dwójkę dzieci. Według jego relacji Sebastian M. nie wyglądał jednak na przejętego sytuacją.
Świadek opowiedział, że szybka jazda nie była jednorazowym incydentem.
— Generalnie zawsze jeździliśmy bardzo szybko. Dla mnie „szybko” oznaczało około 200 km/h — mówił przed sądem.
Sebastian M. miał wielokrotnie chwalić się tuningiem swojego BMW. Opowiadał o specjalnych hamulcach, możliwościach silnika i prędkościach, które auto mogło osiągać bez większego problemu.
Najbardziej szokujące okazały się jednak wydarzenia po tragicznym wypadku na autostradzie A1, w którym zginęło małżeństwo oraz ich 5-letni syn.
Były pracownik ujawnił, że już dzień po tragedii Sebastian M. pojechał z nim w podróż służbową na Węgry.
— Zadzwonił do mnie i powiedział, że wyjazd jest aktualny. Byłem zaskoczony, że może normalnie wyjeżdżać za granicę — zeznał świadek.
Według jego relacji Sebastian M. miał tłumaczyć, że nie uważa się za sprawcę tragedii. Podczas podróży wspominał także sam wypadek i mówił, że przeżył wyłącznie dzięki swojemu samochodowi.
Sprawa od miesięcy budzi gigantyczne emocje w całej Polsce. Rodzina ofiar i opinia publiczna wciąż czekają na ostateczny wyrok, a kolejne zeznania tylko zwiększają napięcie wokół procesu.



