Horror na spokojnym osiedlu! 16-letniego Miłosza ukąsiła jadowita żmija

Szok w Nowym Targu! Na spokojnym osiedlu domków jednorodzinnych egzotyczna, jadowita żmija ukąsiła 16–latka. Chłopiec w stanie zagrożenia życia trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, a lekarze rozpoczęli gorączkowe poszukiwania surowicy.

 

Jadowita żmija ukąsiła Miłosza

Był późny wieczór 4 czerwca – początek długiego weekendu. 16-letni Miłosz M. z Nowego Targu karmił swoje gady. Chłopiec od dawna pasjonował się nimi i je hodował. – Taką miał pasję. W domu trzymał węża, warana i różne inne “robaki” – mówią Super Expressowi sąsiedzi nastolatka.

Dodają, że Miłosz to bardzo miły i inteligentny chłopiec, bardzo dobrze się uczy a w szkole chętnie opowiada o swojej pasji. Prowadził nawet warsztaty dla swoich rówieśników. Nikt z mieszkających w pobliżu rodziny M. nie wiedział, że oprócz gadów, na hodowlę których nie trzeba zezwolenia, Miłosz M. posiada także dwie żmije lewantyńskie. – To gatunek, który należy do pierwszej kategorii zwierząt niebezpiecznych, posiadanie tych gadów jest zabronione – tłumaczy asp. szt. Łukasz Burek, rzecznik prasowy nowotarskiej policji.

To skrajnie niebezpieczny gatunek i choć w Polsce mogą go legalnie posiadać tylko Ogrody Zoologiczne, to nawet te instytucje odeszły od hodowli żmii lewantyńskiej. Nie wiadomo, w jaki sposób chłopiec wszedł w posiadanie tych gadów. Ustalono, że w domu miał dwa osobniki i jeden z nich ukąsił 16–latka podczas podawania wody.

Surowicę dla Miłosza sprowadzono aż z Monachium

Rodzice od razu zawieźli Miłosza do szpitala w Nowym Targu, stamtąd karetką został przewieziony do Krakowa, trafił na intensywną terapię. Lekarze ze szpitala dziecięcego rozpoczęli wyścig z czasem, by uratować życie młodego nowotarżanina.

Podczas gdy jeden zespół lekarzy wdrażał leczenie objawowe, drugi szukał surowicy – tylko jej podanie mogło uratować życie Miłosza. Okazało się jednak, że w Polsce nie posiada jej żaden ośrodek. Surowicę udało się znaleźć dopiero w Monachium. Rozpoczęła się zakrojona na wielką skalę operacja logistyczna, w której liczyła się każda minuta.

Po surowicę poleciał samolot transportu lotniczego z Warszawy. Potem taksówką antidotum zostało odebrana ze szpitala i ruszyło w miejsce docelowe, prosto do Krakowa, a potem z lotniska transportem szpitalnym bezpośrednio do szpitala w Prokocimiu.

– W piątek po godzinie 15:00 surowica dotarła na Oddział Intensywnej Terapii. Uruchomiono wlew dożylny. Przez kolejne godziny zespół czuwał przy łóżku chłopca. Powoli, stopniowo jego stan zaczął się poprawiać. Dziś możemy powiedzieć z ulgą i satysfakcją: walka o surowicę miała sens. Chłopiec żyje – poinformował Dziecięcy Szpital Uniwersytecki na swojej stronie internetowej.

Miłosz czuje się już lepiej, jego życie nie jest zagrożone a policja wyjaśnia jak ekstremalnie niebezpieczny gatunek węża znalazł się w posiadaniu młodego człowieka.