Ta historia do dziś wstrząsa mieszkańcami Zduńskiej Woli. 6-letni Maksymilian miał całe życie przed sobą. Zamiast dzieciństwa pełnego bezpieczeństwa i miłości, według śledczych przeżywał prawdziwy koszmar we własnym domu.
Do tragedii doszło 7 maja ubiegłego roku w jednej z kamienic przy Placu Wolności. To właśnie tam ratownicy zostali wezwani do nieprzytomnego chłopca. Niestety było już za późno.

Policjanci, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu, od razu zwrócili uwagę na liczne obrażenia na ciele dziecka. W mieszkaniu rozpoczęto szczegółowe oględziny, a śledczy zabezpieczyli wiele śladów, które mogą mieć kluczowe znaczenie dla sprawy.
Według ustaleń prokuratury kilka miesięcy przed śmiercią Maksio mieszkał jedynie z matką. Sytuacja zmieniła się w marcu, gdy do mieszkania wprowadził się nowy partner kobiety — Daniel S.

Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa w warunkach multirecydywy. Nie przyznał się do winy. Matce chłopca przedstawiono natomiast zarzut znęcania się nad dzieckiem poprzez brak reakcji na działania partnera oraz nieudzielenie pomocy własnemu synowi.
Podczas sekcji zwłok stwierdzono liczne obrażenia głowy i całego ciała. Śledczy podkreślają, że chłopiec mógł przez długi czas doświadczać przemocy.

Szczególne znaczenie mają teraz ślady zabezpieczone w mieszkaniu. Jak informuje Prokuratura Okręgowa w Sieradzu, eksperci analizują liczne plamy krwi ujawnione na miejscu tragedii oraz mechanizm ich powstania.
— Postępowanie znajduje się na etapie kompletowania opinii biegłych z zakresu badań biologicznych oraz mechanizmu powstania plam krwawych ujawnionych na miejscu zdarzenia — przekazała rzeczniczka prokuratury Jolanta Szkilnik.

Wyniki tych analiz mogą pomóc odtworzyć ostatnie chwile życia 6-letniego chłopca i odpowiedzieć na pytania, które wciąż pozostają bez odpowiedzi.
Danielowi S. grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Matce Maksia grozi do 10 lat więzienia. Oboje nadal przebywają w areszcie.




