Miał być zwykły blok mieszkalny na warszawskim Żoliborzu. Dziś mieszkańcy mówią jednak o miejscu, które codziennie przypomina im o tragedii sprzed miesiąca.
Na początku maja służby zostały wezwane do jednego z mieszkań przy ulicy Powązkowskiej po zgłoszeniach o silnym, trudnym do zniesienia zapachu. Kiedy policjanci i strażacy próbowali dostać się do środka, doszło do dramatycznych wydarzeń. 68-letni mężczyzna miał wyskoczyć z okna i zginąć na miejscu.
W mieszkaniu odnaleziono również ciało jego brata. Według ustaleń śledczych zwłoki znajdowały się tam od wielu tygodni i były już w zaawansowanym stanie rozkładu.
Choć od tych wydarzeń minął miesiąc, mieszkańcy twierdzą, że skutki tragedii nadal są odczuwalne każdego dnia.
— Nadal czuć ten śmiertelny fetor. Co chwilę zawiewa trupem. Wietrzymy mieszkania, otwieramy drzwi i okna, ale to niewiele pomaga. Najgorzej jest, gdy robi się ciepło — relacjonuje jedna z mieszkanek.
Sąsiedzi liczyli, że po tragedii mieszkanie zostanie profesjonalnie oczyszczone i zdezynfekowane. Kilka dni temu pod budynek podjechała ekipa, która weszła do lokalu. Wielu lokatorów było przekonanych, że rozpoczyna się specjalistyczne usuwanie skutków rozkładu ciała.
Według relacji mieszkańców wyglądało to jednak inaczej.
Z mieszkania przez kilka dni wynoszono meble oraz różne przedmioty. Sąsiedzi twierdzą, że nie widzieli działań przypominających profesjonalne odkażanie czy ozonowanie lokalu.
Sprawa jest dodatkowo skomplikowana, ponieważ mieszkanie było własnościowe. Według informacji przekazywanych mieszkańcom, odpowiedzialność za dalsze działania ma należeć do spadkobierców nieruchomości.
Lokatorzy podkreślają, że mimo licznych próśb i zgłoszeń problem nadal nie został rozwiązany.
Dla wielu z nich najtrudniejsze jest poczucie, że tragiczne wydarzenia sprzed miesiąca wciąż są obecne w ich codziennym życiu.
Tymczasem mieszkańcy czekają na konkretne działania, które pozwolą im odzyskać poczucie bezpieczeństwa i normalności we własnym domu.



