To miało być zwykłe spotkanie po zakupie domu. Nowa właścicielka posesji w Skajbotach na Warmii zaprosiła znajomych na parapetówkę. Nikt nie spodziewał się, że kilka chwil później wszyscy będą patrzeć na makabryczne odkrycie. 😨
Na zarośniętym podwórku od lat stała stara, zamknięta studnia. Mieszkańcy mówili, że nikt do niej nie zaglądał od dawna. Wszystko zmieniło się, gdy ktoś podczas oglądania posesji uniósł ciężką klapę.
![]()
Na dnie znajdowały się ludzkie szczątki.
Wieś natychmiast zaczęła mówić o jednym nazwisku — Andrzej K. Mężczyzna zaginął dwa lata temu tuż po świętach wielkanocnych i od tamtej pory nie było po nim żadnego śladu.
Rodzina, policja, strażacy i sąsiedzi przez długi czas prowadzili poszukiwania. Sprawdzano lasy, pola, jeziora i piwnice. Ale tej studni podobno nigdy dokładnie nie sprawdzono, bo była zamknięta i ukryta wśród zarośli.
![]()
Największe emocje wywołał jednak jeden szczegół. Przy szczątkach miała leżeć czerwona czapka z napisem „Polska”, bardzo podobna do tej, którą często nosił zaginiony Andrzej.
Mieszkańcy nie mogą zrozumieć jednego:
jeśli studnia była zamknięta, to jak człowiek znalazł się na jej dnie? 👀
![]()
Śledczy podkreślają, że szczątki były w bardzo zaawansowanym stanie rozkładu. Do ustalenia tożsamości konieczne będą specjalistyczne badania DNA.
Dziś miejsce zostało zabezpieczone przez prokuraturę, a cała wieś czeka na odpowiedź na pytanie, które od kilku dni nie daje ludziom spokoju:
czy po dwóch latach właśnie odnaleziono zaginionego Andrzeja?
![]()
![]()



